Obsługiwane przez usługę Blogger.

Moja aktualna pielęgnacja twarzy. Same perełki!

Moja aktualna pielęgnacja twarzy to wpis, który obiecałam Wam już jakiś czas temu na instagramie. Posiadam tłustą skórę, z okresowo pojawiającymi się wypryskami hormonalnymi, a co za tym idzie również punktowymi przebarwieniami. Dodatkowo, przekroczyłam już tę magiczną, dwucyfrową 30, dlatego zależy mi także na odpowiednim nawilżaniu i działaniu przeciwzmarszczkowym. Utrzymywanie w ryzach takiej skóry nie jest łatwe. Bardzo łatwo jest ją przesuszyć przez używanie zbyt silnych preparatów, a z kolei brak kosmetyków o działaniu regulującym sprawia, że staje się ona obciążona i nabiera niezdrowego wyglądu. 
Mimo, że posiadam skórę tłustą, uważam, że wiele z kosmetyków, które tutaj zobaczycie, sprawdzi się również u Was! W mojej pielęgnacji twarzy znajdują się kosmetyki podstawowe ( o których dzisiaj dowiecie się więcej), ale także nie zapominam o preparatach specjalistycznych, takich jak kwasy. Pod TYM LINKIEM znajdziecie również moje poprzednie wpisy z produktami do pielęgnacji twarzy.

Toniki Benton Phenome Mokosh

1. tonizacja & nawilżanie metodą tonikową 7 skin method

O moich sposobach na demakijaż i oczyszczanie skóry opowiem Wam w kolejnych wpisach, gdyż jest to obszerny temat, a ja chcę podzielić się moim doświadczeniem i jednocześnie Was nie zanudzić (i bez tego wpis będzie spory). Dziś pokażę Wam toniki i hydrolaty w trochę innej odsłonie, o której zbyt wiele się nie mówi - a uwierzcie mi, po zmianie sposobu ich użycia dzieją się cuda!

Metoda tonikowa, którą stosuję, powstała na podłożu koreańskiej metody 7 skin method. Koreanki nakładają aż 7 warstw toniku, jedna po drugiej, dokładnie wklepując dłońmi preparat w skórę (w przypadku skóry bardzo wrażliwej warto robić to delikatnie). Odkąd poznałam tę metodę udało mi się zminimalizować zużycie wacików kosmetycznych do minimum (prawie wcale ich nie używam), a co za tym idzie przekłada się to na zmniejszenie ilości wytwarzanych odpadów (wychodzę z założenia, że warto robić cokolwiek dla naszego środowiska, niż stać z założonymi rękami). Dodatkowo, produkty używane w tej metodzie starczają na dłużej, gdyż nie używam wacików, które absorbują duże ilości kosmetyku i przez to sporo się go marnuje. Czy zawsze nakładam 7 warstw toników? Nie, ja aż tak nie szaleję i przeważnie kończy się na 3 warstwach, ale w przypadku mojej skóry jest to wystarczające. Takie delikatne oklepywanie skóry stosuję również wokół oczu, ale pamiętajcie najpierw o sprawdzeniu reakcji Waszej skóry na taki preparat zastosowany w tych okolicach. Moje wrażliwe oczy bardzo dobrze tolerują ten zabieg, ale zawsze radzę Wam do nowych sposobów pielęgnacyjnych podchodzić ostrożnie. Czy taka ilość będzie idealna dla Was? Tego nie wiem, spróbujcie sami. Ale zapewne najbardziej interesują Was efekty stosowania tej metody, czyż nie? Skóra dzięki niej staje się niezwykle miękka, nawilżona, świetlista, świetnie przygotowana do nałożenia innych preparatów. 

Toniki Benton Phenome Mokosh

Do tej metody używam najchętniej dwóch toników. Pierwszy z nich to Benton Aloe BHA toner. O tym toniku pisałam już dawno i od tamtego momentu jestem mu wierna. Nawilża, łagodzi, a jego lekko żelowa konsystencja idealnie sprawdza się w metodzie tonikowej. Uwielbiam stosować go w okolicach oczu. Więcej poczytacie o nim w TYM WPISIE.

Drugi tonik to Phenome Brilliant restoring toner. O tym toniku także pisałam jeszcze w 2018 r. I także do niego chętnie wróciłam. Ma zupełnie inną konsystencję, niż tonik Benton. Jest od niego zarazem lżejszy, ale zostawia na skórze film. Troszkę silniej rozjaśnia i rozświetla skórę. Jeśli jakimś "cudem" moja skóra ulegnie nadmiernemu obciążeniu, a zdarza się to coraz rzadziej, to przyznam się Wam, że sięgam tylko po ten tonik i nie nakładam już później kremu. Więcej o tym toniku pisałam TUTAJ.

Toniki Benton Phenome Mokosh

Nie mogłabym nie wspomnieć także o hydrolatach marki Mokosh. Tym razem widzicie w tym zestawieniu Mokosh Hydrolat werbena, ale testowałam także inne wersje. Każda sprawdziła się u mnie świetnie. Plusem tego opakowania jest idealny atomizer, z którego wydostaje się idealna ilość produktu, co ułatwia aplikację. Hydrolat ten jest przeznaczony dla skór mieszanych i tłustych, gdyż posiada właściwości ściągające pory skóry i regulujące wydzielanie sebum. Ale w ofercie znajdują się także hydrolaty przeznaczone dla innych typów skóry. Przy wyborze zwróćcie tylko uwagę na to czy tolerujecie dane olejki eteryczne, bo hydrolaty to wody kwiatowe powstałe w produkcji właśnie przed chwilą wspomnianych olejków eterycznych.

Serum do twarzy o2skin Iossi Resibo Indeed Labs
  

2. Serum & serum olejowe (olejki)

Serum do twarzy to rodzaj preparatu, który potrafi w szybki sposób przynieść naszej skórze wiele korzyści. Jeśli wprowadzicie do waszych schematów pielęgnacyjnych, a macie kłopot z przesuszającą się, odwodnioną skórą czy przebarwieniami, to zobaczycie, że pewne problemy zostaną zredukowane.

Serum do twarzy o2skin Iossi Resibo Indeed Labs


Pierwsze serum, jakie chcę Wam pokazać, jest ze mną już bardzo długo (oczywiście przez ten czas zużyłam juz kilka buteleczek tego produktu). To o2skin Oxygen water - skoncentrowane serum tlenowe. Jestem mu wierna od 2017 r. Serum to uwielbiam za lekką konsystencję i świetne nawilżanie. Bardzo często sięgam po nie w mojej pracy, klientki je uwielbiają. Więcej o tym produkcie dowiecie się w TYM wpisie.

Dwa kolejne produkty mają swój debiut na moim blogu. Na pewno poświęcę im osobny, dłuższy wpis, ale nie chciałam ich pomija, bo są one warte zainteresowania. Oba kosmetyki należą do marki Indeed Labs. Pierwsze z nich to Indeed Labs Hydraluron serum nawilżające. Ten preparat  o niezwykle lekkiej formule posiada naprawdę silne właściwości nawilżające. Świetnie współgra z innymi kosmetykami i najczęściej stosuję go w połączeniu z kremami czy olejowym serum. Polubi go każdy rodzaj skóry.

Drugi to Indeed Labs Radiance Booster. Ten produkt ma za zadanie ukoić, nawilżyć, rozświetlić, dodać skórze blasku. Posiada także właściwości przeciwzmarszczkowe. Zdarza mi się używać go solo, ale idealnie dogaduje się także z innymi preparatami. To także produkt przeznaczony do każdego rodzaju skóry.

Serum do twarzy o2skin Iossi Resibo Indeed Labs


Wiele osób nie do końca wie jak radzić sobie z olejowym serum. Obawiają się tej tłustej konsystencji. Nie zawsze są zadowolone z efektów, ale jestem przekonana, że wynika to między innymi z nieodpowiedniego sposobu aplikacji. Oleje nie nawilżają skóry w sposób bezpośredni. Stosowanie oleju solo może wpłynąć na pogorszenie skóry (przesuszenia lub powstawanie niedoskonałości). Więcej na ten temat poczytacie TUTAJ.


Wiecie, że serum olejowe warto nakładać w odpowiedni sposób? 
1. Łączenie serum ze sprawdzonym kremem/żelem aloesowym/żelem hialuronowym (świetne rozwiązanie w przypadku skóry tłustej, mieszanej w kierunku tłustej, trądzikowej)
2. Nakładanie serum na wcześniej zaaplikowane kosmetyki, po kremie (sprawdzi się w przypadku skóry bardzo suche, suchej, przesuszonej)

Serum do twarzy o2skin Iossi Resibo Indeed Labs

Pierwsze olejowe serum, które bardzo lubię, to Serum naturalnie wygładzające - Resibo. To produkt niezwykle uniwersalny i świetnie tolerowany przez każdy rodzaj skóry. Cudownie rozświetla, rozjaśnia, wygładza i napina. TU dowiecie się o nim więcej, gdyż poświęciłam temu kosmetykowi osobny wpis.

Drugie olejowe serum to Iossi Serum intensywna regeneracja. Wiesiołek & Baobab. W porównaniu do produktu Resibo, posiada cięższą formułę. Ma silne działanie  regenerujące, odżywcze przeciwzmarszczkowe i ujędrniające. Przeznaczony jest do cery dojrzałej, ale ja (z cerą tłustą) mimo wszystko chętnie po nie sięgam. Używam go systematycznie, ale z mniejszą częstotliwością. Zależy mi na działaniu prewencyjnym i dlatego do mojej pielęgnacji wprowadziłam produkty o silniejszym działaniu przeciwzmarszczkowym. I to serum w tej roli sprawdza się świetnie. 

Krem do twarzy Alkemie Be Organic o2skin

3. Kremy do twarzy 

Czy muszę Was przekonywać o korzyściach płynących z regularnego stosowania kremu do twarzy? Chyba nie! Krem to najczęściej stosowany kosmetyk pielęgnacyjny. Ja stawiam na kremy nawilżające, rozjaśniające przebarwienia i działające przeciwzmarszczkowo.
Nie dziwcie się, że kolejny raz pokazuję Wam produkty marek, które już widzieliście w tym zestawieniu. Jeśli widzicie jakiś produkt po raz kolejny to znaczy, że naprawdę ma to coś!

Krem do twarzy Alkemie Be Organic o2skin

Krem o2skin Oxygen lifting day cream to moja pozycja obowiązkowa (czasem, w zależności od potrzeb, wymieniam go na inny krem tej samej marki, ale ten jest moim nr 1 wśród kremów o2skin). Świetnie nawilża i wygładza skórę. Jego konsystencja jest taka... akurat! Bardzo łatwo się rozprowadza i dobrze sprawdza się zarówno na noc, jak i w roli pielęgnującej bazy pod makijaż. Oczywiście, jego obszerną recenzję znajdziecie TUTAJ.

Krem Be Organic masło kakaowe & kwas hialuronowy jest produktem, który trafił w moje ręce dzięki mojemu mężowi, który doskonale trafia w moje gusta. Zawsze szukam takich naturalnych perełek, które można dostać w osiedlowej drogerii. produkty Be Organic bez problemu możemy dostać w Rossmannie. A jak działa ten krem? Jest zdecydowanie treściwszy, niż krem o2skin. Przeznaczony jest do wszystkich rodzajów skóry, ale szczególnie dobrze ma się sprawdzić w przypadku cery dojrzałej i suchej.  Mocno nawilża i regeneruje. Lubię go używać z lżejszym serum - wtedy sprawdza się u mnie najlepiej.

Krem Alkemie spotless (r)evolution to produkt, który w tej grupie jest najbardziej zaawansowany pod kątem składu. Został stworzony w celu redukcji przebarwień i rozświetlenia skóry. Uwierzcie mi - używany systematycznie wspaniale wspomaga działanie specjalistycznych preparatów na przebarwienia. Niedawno pisałam o nim obszerniejszy post, o TUTAJ.

Krem pod oczy La-Le Alkemie o2skin Make me bio

4. Kremy pod oczy

Krem pod oczy to kosmetyk, który zajmuje miejsce na piedestale mojego schematu pielęgnacyjnego. To właśnie okolice oczu najszybciej zdradzają nasz wiek. Z tego względu nie wyobrażam sobie nie nakładać takiego preparatu właśnie pod okolice oczu.
……………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………

Jeśli Wasz krem do twarzy sprawdza się u Was pod oczami to nie ma konieczności sięgania po specjalny krem pod oczy, ale te okolice są bardzo wrażliwe i wymagające, dlatego warto rozważyć wprowadzenie takiego kosmetyku, szczególnie gdy zależy Wam na działaniu przeciwzmarszczkowym i wygładzającym.

Krem pod oczy La-Le Alkemie o2skin Make me bio


Do tego zestawienia wybrałam kilka kremów, o różnym działaniu i o różnej cenie, więc każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Pierwszy krem to La-Le masło kakaowe pod oczy jest najtreściwszym preparatem ze wszystkich, które tu dziś zobaczycie. Pachnie przecudnie - uwielbiam zapach kawy (mój mąż też polubił ten krem). Ma gęstą, tłustą konsystencję. Fantastycznie chroni i regeneruje skórę pod oczami. Kofeina pobudza i zmniejsza opuchliznę. Świetny do stosowania na noc.

Drugi krem to Make Me Bio Bio krem pod oczy z marakują ma znacznie lżejszą konsystencję, niż krem La-Le. Dobrze nawilża, ale nie zostawia tłustego filmu. Łagodzi podrażnienia, delikatnie napina. Posiada właściwości przeciwzmarszczkowe. Świetnie sprawdza się do stosowania na noc i na dzień, pod makijaż.

Trzeci krem to jeden z moich must have kosmetyków marki o2skin, czyli Oxygen lightening cream - Eye gel. Uwielbiam go za jego leciutką konsystencję oraz właściwości rozświetlające i drenujące. Krem nawilża, ale nie przeciąża. Świetnie sprawdza się pod makijaż. Docenią go osoby mające problemy z opuchlizną wokół oczu, gdyż ten krem naprawdę potrafi ją zmniejszyć. Oczywiście TU znajdziecie jego pełniejszą recenzję.

Ostatni krem to Alkemie Nature is better than botox ma lekką konsystencję, ale najmocniej napina skórę. Działa przeciwzmarszczkowo i wygładza już istniejące zmarszczki. Nie obciąża skóry, jest lekki, ale też świetnie nawilża. Idealny do stosowania na noc i na dzień, także pod makijaż. TUTAJ napisałam o nim więcej.  

Maska do twarzy Miya The Body Shop Alkemie Iossi

5. Maseczki do twarzy

Nie byłabym sobą gdybym nie wspomniała o maseczkach do twarzy. Wiem, że dla wielu osób jest to element dodatkowy, po który sięgają niezwykle rzadko. Dla mnie jednak maski to element obowiązkowy i używam ich na tyle często, że postanowiłam napisać o nich w tym wpisie.

Maska do twarzy Miya The Body Shop Alkemie Iossi

Iossi Maseczka czekolada i pomarańcza maseczka rewitalizująco relaksująca to najlepsza sypka maska, jaką kiedykolwiek miałam. Marka zadbała nie tylko o jej świetne działanie, ale też walory zapachowe. Bo... pachnie ona połączeniem pomarańczy z kakao i gorzką czekoladą! Zapach jest obłędny. Ale tak samo obłędne jest jej działanie - rewitalizuje i oczyszcza, ale nie przesusza. 

Drugą maską jest maseczka Alkemie dream of beauty. Mimo, że mam jej miniaturową wersję, to mogę spokojnie stwierdzić, że jest to produkt o wysokiej wydajności. Maska ta świetnie nawilża, uspokaja, koi cerę. To idealna propozycja na złagodzenie skóry po stosowaniu kwasów. Ale zdarza mi się ją także nakładać na policzki, gdyż czasem one ulegają u mnie przesuszeniom. Kosmetyk ten możemy zostawić na całą noc, nie wymaga on zmywania. Rano, skóra po jej użyciu staje się aksamitnie głaska, rozjaśniona i ukojona. Pokocha ją każdy typ skóry skłonnej do przesuszeń i podrażnień.

Trzecia maska to MIYA 5-minutowa maseczka oczyszczająca z kompleksem [5% kwas azelainowy + glicyna]. Czy ja mogłam przejść obojętnie obok maski z kwasami? Oczywiście, że nie! Uwielbiam jak kwasy działają na moją skórę, a takie dopasowanie składników aktywnych sprawia, że maska oczyszcza, zmniejsza widoczność porów i likwiduje niedoskonałości. Świetnie sprawdzi się u osób o każdym typie cery, także trądzikowej i wrażliwej.

Ostatnie 3 produkty to maseczki marki The Body Shop. Maski tej marki lubię od lat i z racji, że wykończyłam moje poprzednie zapasy, sięgnęłam także po nowość marki - Nicaraguan coffee intense awakening mask, czyli Rewitalizującą maskę do twarzy z ziarenkami kawy. Kosmetyk pachnie bosko - oczywiście, gdy wyczuję zapach kawy, jestem już w połowie kupiona! Ale jej właściwości także są niczego sobie! Maska działa energetyzująco, rozgrzewająco. Oczyszcza, ale nie przesusza. Wygładza i pobudza skórę. Po jej użyciu skóra staje się wypoczęta i wygładzona. To produkt niezwykle uniwersalny.

Kolejna propozycja to Himalayan charcoal purifying glow mask, czyli Oczyszczająca maska do twarzy z węglem himalajskim. Ta maska bardzo intensywnie i dogłębnie oczyszcza oraz detoksykuje. Zmniejsza widoczność porów i redukuje wydzielanie sebum. Polecam ją osobom, które szukają mocnego oczyszczenia.

Ostatnia maska The Body Shop to British Rose fresh plumping mask, czyli Odświeżająco-kojąca maska do twarzy z płatkami róż. Ma lekką, żelową konsystencję. Działa kojąco, odświeżająco, rozjaśniająco. Po jej użyciu skóra staje się miękka, wypoczęta i nabiera zdrowego blasku. To propozycja dla każdego, ale spodoba się także osobom o skórze delikatnej i wrażliwej.

Tonik do twarzy Phenome Benton Mokosh

Uff, dotarliśmy wreszcie do końca tego wpisu! Dajcie znać jak wygląda Wasza schemat podstawowej, codziennej pielęgnacji i jakie kosmetyki Wy lubicie stosować najbardziej. A może testowaliście już któryś z produktów, które Wam tu dzisiaj pokazałam? Piszcie w komentarzach, jestem ciekawa Waszych poleceń.

Annabelle Minerals rozświetlacz mineralny diamond glow

Annabelle Minerals rozświetlacz mineralny DIAMOND GLOW to produkt, który zainteresował mnie gdy tylko pojawił się w ofercie marki. Jak wiecie, kosmetyki mineralne darzę ogromną miłością, więc nie mogłam przejść obok takiego cuda obojętnie.

Annabelle Minerals rozświetlacz mineralny diamond glow

Rozświetlacz mineralny Annabelle Minerals w odcieniu diamond glow ( 4 g., 59,90 zł) kupiłam na Targach Ekocuda w Warszawie.

Produkty marki Annabelle znam bardzo dobrze, niejednokrotnie pokazywałam je Wam na blogu, instagramie czy youtube. Dlaczego? Są one kosmetykami naprawdę wartymi zainteresowania. Annabelle minerals podkład matujący i kryjący to moje podkładowe perełki, ale dołączył do nich także podkład rozświetlający (o którym dowiecie się niebawem więcej). Ale nie czas teraz gadać o podkładach, przejdźmy do rozświetlacza.

Annabelle Minerals rozświetlacz mineralny diamond glow

Rozświetlacz mineralny Annabelle występuje w dwóch odcieniach - diamond glow i royal glow. 

Diamond glow posiada chłodny, beżowy kolor, a royal glow jest w ciepłym, zloto-żółtym odcieniu. Przyznam się Wam, że jestem również posiadaczką wersji royal glow (otrzymałam paczkę od Meet Beauty właśnie z tym rozświetlaczem i nowym rozświetlającym różem - szykujcie się, na pewno pojawi się o nich osobny wpis). 

Annabelle Minerals rozświetlacz mineralny diamond glow


Obecnie moja skóra jest na tyle jasna, że lepiej sprawdza się na niej wersja diamond glow. To świetna propozycja dla osób o chłodnej lub jasnej karnacji. Spokojnie mogą po nią sięgnąć także osoby bardzo blade. Rozświetlacz nie zostawia smug koloru, lecz tworzy na skórze piękny, subtelny glow. Efekt można stopniować i będzie on zależy od ilości nałożonych warstw - im więcej tym większa tafla (taaak, taką najbardziej lubię). Do jego aplikacji polecam pędzel do rozświetlacza o większej ilości włosia - takie narzędzie ułatwia aplikację i sprawia, że produkt aplikuje się niezwykle łatwo.

Annabelle Minerals rozświetlacz mineralny diamond glow


Rozświetlacz posiada delikatne drobinki, które nadają trójwymiarowości. Cóż mogę powiedzieć - wygląda na twarzy pięknie, sprawia, że skóra wygląda niezwykle zdrowo i promiennie - bez sztucznego efektu, dlatego myślę, że jest to bardzo uniwersalna propozycja. 

Annabelle Minerals rozświetlacz mineralny diamond glow


Rozświetlacz Annabelle Minerals diamond glow pokochają zarówno fani subtelnego glow, jak i mega tafli.

Pokochają go także osoby szukające kosmetyków naturalnych, które zwracają uwagę na skład danego produktu. Ten jest w pełni naturalny. Dodatkowo, jego formuła została wzbogacona o składniki o działaniu pielęgnującym (oleje, witamina E). A dzięki temu, że jest to produkt sypki, to jego wydajność jest ogromna. To także ogromny plus kosmetyków mineralnych. Myślę, że nie muszę już Was dłużej przekonywać o zaletach tego rozświetlacza. Przypominam, że jeśli jesteście z Warszawy, to korzystajcie z takiej lokalizacji i koniecznie odwiedźcie salon Annabelle Minerals. Jestem pewna, że się zakochacie w tych produktach tak samo jak ja.

Bikor Makeup

Bikor Makeup to klasyk. W ofercie marki można znaleźć wiele ciekawych produktów, a niektóre z nich to hity sieci. Bikor ziemia egipska to najpopularniejszy produkt. Ale oprócz niej jest jeszcze kilka innych perełek. Jakich? Zaraz się dowiecie.

Bikor makeup to marka kosmetyków dla wizażystów

Na wstępie powiem Wam, że kosmetyki marki Bikor pachną bardzo przyjemnie - słodko, lekko waniliowo. Dodatkowo, zostały one wzbogacone o witaminy A i E, lecytynę oraz oleje z nasion słonecznika, róży rdzawej i orzechów arachidowych.

Bikor makeup

Oprócz zapachu, produkty te charakteryzuje także design. Jak przystało na Bikor, opakowania są bardzo eleganckie i ponadczasowe, ozdobione logiem marki. Zdecydowanie trafiają w mój gust. Posiadają lusterka, które są idealnym rozwiązaniem gdy potrzebujemy zabrać dany kosmetyk w podróż.

Bikor makeup



Bikor Highlighter Kyoto (8 g, 160 zł), dostępny tutaj ->klik<- to prasowany rozświetlacz, który występuje w dwóch kolorach. 

Odcień, który widzicie na zdjęciu, to nr 2. Złoto-szampański kolor, który jest niezwykle uniwersalny. Będzie pasował zarówno osobom z jaśniejszą, jak i ciemniejszą karnacją. Odrobinę się pyli, ale wiele tego typu produktów ma tę właściwość, co osobiście mi nie przeszkadza. Nakładany warstwowo tworzy piękną, błyszczącą taflę, której nasycenie można bez problemu stopniować. Jest przepiękny. Efekt, jaki daje, jest wart tych pieniędzy. Używając go, doskonale czujemy, że pracujemy z produktem z wysokiej półki.

Bikor highlighter kyoto



Bikor Blush Como (8 g, 99 zł), dostępny tutaj ->klik<- to prasowany róż, który występuje w pięciu kolorach.


Odcień, który widzicie na zdjęciu, to nr 1 candy dream. To matowy, różowy róż. Świetnie współpracuje z różnymi kolorami karnacji. Jego moc można stopniować, ale radzę aplikować go delikatnie, warstwowo, gdyż jest mocno napigmentowany. Na skórze tworzy lekki, zdrowy rumieniec, a jego formuła sprawia, że jest długotrwały. To świetna propozycja dla osób, które obawiają się, że produkty prasowane będą przesuszać skórę - ten róż tego nie robi. Z tego względu z powodzeniem mogą po niego sięgnąć wszyscy, ale docenią go także osoby o skórze dojrzałej, która jest niezwykle wymagająca.

Bikor highlighter kyoto



Bikor Eyeliner w proszku (3g, 49 zł), dostępny tutaj ->klik<- to eyeliner w nietypowej formie, czyli w proszku.

Aby go użyć, należy wymieszać jego niewielką ilość z wodą. Otrzymujemy wtedy lekki żel, który z łatwością można zaaplikować na powieki. Jest bardzo mocno napigmentowany, to naprawdę głęboka czerń. Dodatkowo, taki produkt to idealna propozycja do kufra wizażysty, gdyż produkty w proszku są wydajniejsze i łatwiej jest utrzymać ich higienę (nie wyobrażam sobie malować klientek np. eyelinerem w pisaku czy z pędzelkiem - nie ma możliwości aby pędzel wbudowany w jedno opakowanie miał dotknąć - nawet przy dezynfekcji - x powiek i ja miałabym się z tym czuć komfortowo! Z tego względu takich produktów do malowania klientek nie używam). Ogromnym plusem eyelinera Bikor jest jego formuła, która... nie wysycha! Wiele eyelinerów w żelu lub pisaku szybko staje się nie do użycia. Ten tego nie robi. Z tego względu mamy szansę skorzystać z niego dużo dłużej, niż w przypadku tego typu produktów innych marek.

Bikor eyeliner w proszku

Jakiś czas temu miałam przyjemność wykonać wpis oraz makijaż sylwestrowy z kosmetykami Bikor na ikosmetyki.pl, gdzie dostaniecie te produkty. W sesji uczestniczyła cudna modelka, finalistka Miss Polonia Eliza Jakubowska. Poniżej możecie zobaczyć efekty sesji, ale zapraszam Was do obejrzenia także innych zdjęć - więcej znajdziecie na blogu sklepu ikosmetyki.pl ->klik<-

Bikor makeup makijaż sylwestrowy


Dajcie znać w komentarzach czy znacie markę Bikor i czy testowaliście już jakieś produkty tej marki. A może kojarzycie słynną ziemię egipską? Piszcie, jestem ciekawa Waszych opinii ;)

HUDA BEAUTY SAPPHIRE OBSESSION - SZAFIROWA OBSESJA!

Palety Huda Beauty obsessions to jedne z najlepszych palet, jakie posiadam (mam ich 7!). Czy ta również skradła moje serce? Nie będę Wam ściemniać - to dosłownie szafirowa obsesja!


Huda Beauty obsessions eye palette to paleta cieni do powiek, która zawiera 9 cieni i kosztuje 130 zł. Możecie kupić ją TUTAJ.

Paleta prezentuje się pięknie. Opakowanie zdecydowanie przyciąga wzrok, a jego niewielki rozmiar sprawia, że staje się ono niezwykle użytkowe - docenią to szczególnie fani kompaktowych rozwiązań. Paletka także posiada lusterko, dlatego te dwie cechy czynią z niej produkt idealny do podróżowania. 


Tak, jak już wspomniałam przed chwilą, paleta zawiera 9 cieni. Posiadają one różne formuły i wykończenia. Znajdziemy w niej 5 błysków (srebrny określiłabym topperem, który świetnie sprawdzi się nakładany na inne cienie) i 4 cienie matowe. 

Błyski Hudy uwielbiam. Ich formuła jest wręcz boska - aplikują się świetnie bez konieczności użycia wspomagaczy, a uzyskanie mocnego blasku nie wymaga żadnych specjalnych technik. Można je nakładać pędzlem i palcem i w każdym przypadku wyglądają pięknie. 


Wszystkie kolory matowe są świetnie napigmentowane, jedynie żółty jest delikatniejszy, ale wystarczy jedna warstwa więcej i uzyskujemy ładną żółć. Pracuje się z nimi wyśmienicie. Blendowanie nie stanowi żadnego problemu, a kolory ładnie się przenikają. 


Zestawienie kolorystyczne niezwykle mi się podoba, co zdecydowanie było widać na moim instagramie (@mazurekmakeup), gdyż zdjęcia i swatche tej palety oraz makijaże z jej użyciem pojawiały się często. Dostałam wręcz szafirowej obsesji :)
A tak te kolory prezentują się na oczach.


Fani niebieskości będą zachwyceni. Moim zdaniem te małe paletki Hudy są znacznie lepsze, niż duże i polecam je Wam szczególnie. Są to palety znacznie łatwiejsze w obsłudze, niż palety Anastasii Beverly Hills, a nie odbiegają od nich jakością. Obecnie właśnie te dwie marki to moje numery 1 w świecie palet. 


Dajcie znać czy mieliście do czynienia z paletami Huda Beuty i jak Wam się z nimi pracowało?