Obsługiwane przez usługę Blogger.

NAJLEPSZE DROGERYJNE PODKŁADY DO SKÓRY SUCHEJ, MIESZANEJ, TŁUSTEJ, DOJRZAŁEJ

Możliwe jest, aby w drogerii każda z nas znalazła podkład idealny? Oczywiście! W dzisiejszym wpisie poznacie moje top of the top podkładów, które znajdziecie na drogeryjnych półkach.



Wiem, że niektórym ciężko uwierzyć, że w drogerii można znaleźć świetne podkłady dla każdego rodzaju skóry. A jednak - da się! Aby ułatwić Wam wybór podkłady podzielę na kategorie według rodzaju skóry.


Dobry podkład to znaczy jaki?

Dobry podkład to taki podkład, który jest w stanie zapewnić nam długotrwały efekt, bez ścierania i efektu maski. Jego krycie może być mniejsze lub większe i oczywiście - w zależności od rodzaju skóry - może być bardziej lub mniej matujący. I tańszy lub droższy - w zależności od marki.
W drogeriach pojawia się coraz więcej interesujących produktów, które z powodzeniem mogą nam zastąpić produkty marek selektywnych. Nie znaczy to, że nie lubię produktów drogich, ale chcę Wam przekazać, że jeśli stoicie przed wyborem na co przeznaczyć pieniądze w danym miesiącu i zakup drogiego podkładu zrujnuje Wam portfel, to z powodzeniem możecie znaleźć świetne propozycje w dużo niższej cenie. Mogłabym się tu doczepić jedynie do wydajności niektórych kosmetyków, natomiast nie jest to reguła (mam podkłady marek wysoko-półkowych, które wcale do takich wydajnych nie należą).


Każdy rodzaj skóry

Pokusiłam się o przypisanie takiej łatki temu podkładowi, gdyż na jego temat właśnie takie dostaję informacje. W zależności od tego, jakie bazy i pudry zastosujemy, produkt ten ma szansę sprawdzić się u każdego. 

Eveline liquid control HD long lasting 24h (32 ml, od 25 zł do 35 zł). Dostępny w 5 kolorach.



Podkład ma krycie średnie, które można zbudować do mocnego średniego. Ma niezwykle lekką i płynną formułę, która ułatwia aplikację, ale należy wstrząsnąć go przed użyciem. Do jego aplikacji świetnie sprawdza się każde narzędzie (pędzel, gąbka, dłoń). Nie tworzy efektu maski. Wygładza skórę i zmniejsza widoczność porów. Jest długotrwały. Wygląda na skórze pięknie. Jedyna uwaga - może ciemnieć, dlatego warto wziąć to pod uwagę przy wyborze koloru).

Skóra sucha

Skóra sucha lubi produkty o lekkich formułach, które mają działanie nawilżające. Potraktowana podkładem silnie matującym może się przesuszać i podkreślać każdą suchą skórkę, dlatego warto w tym przypadku sięgać po produkty lekkie, które nie będą jej obciążać.

Gosh foundation drops (30 ml, ok. 70 zł). Dostępny w 5 kolorach.



Podkład ma krycie od lekkiego do średniego. Ma bardzo lekką formułę, która w kontakcie ze skórą staje się lekko pudrowa (ale nie aż tak, jak w przypadku podkładu, o którym przeczytacie w dalszej części tego wpisu). Do jego aplikacji najlepiej sprawdzają się dłonie lub pędzle (gąbeczka może wypić zbyt dużo produktu), a szczególnie pędzle typu skunks (duo fibre), który przy umiejętnej aplikacji nadaje podkładowi większe krycie. Nie tworzy efektu maski. Wygładza i nawilża skórę. Na skórze suchej jest trwały, w przypadku cer skłonnych do przetłuszczania może się szybko wyświecać. Wygląda na skórze lekko i świeżo.

Skóra dojrzała

Skóra dojrzała jest wymagająca. Bardzo często ulega przesuszeniom. Podkłady mają utrudnione zadanie, ponieważ muszą jednocześnie mieć właściwości nawilżające, rozświetlające, ale też być trwałe. Źle dobrany podkład może szybko zbierać się w załamaniach i podkreślać zmarszczki.

Max Factor radiance lift (30 ml, 30-65 zł). Dostępny w 6 kolorach.



Podkład ma krycie średnie. Ma lekką, rozświetlającą formułę. Do jego aplikacji świetnie sprawdzi się każde narzędzie (pędzel, gąbka, dłoń). Nie tworzy efektu maski, ale nie warto w jego przypadku przesadzać z ilością nakładanych warstw. Wygładza, rozświetla i nawilża skórę. Świetnie sprawdzi się na cerach dojrzałych oraz mieszanych. W przypadku skóry skłonnej do mocnego przetłuszczania może zbyt szybko się wyświecać. Na skórze wygląda lekko, ale ma mocniejsze krycie, niż wcześniej wspomniane podkłady, dlatego warto nakładać go z umiarem. 


Skóra mieszana w kierunku tłustej

Skóra mieszana w kierunku tłustej jest kłopotliwa. Jedne partie twarzy ulegają przesuszeniom, podczas gdy drugie przetłuszczają się na tyle mocno, by utrudniać wybór właściwego produktu, który sprosta tym wymaganiom.

Maybelline super stay photofix 24 h (30 ml, 20-45 zł). Dostępny w 6 kolorach.



Podkład ma krycie średnie do mocnego. Jego formuła jest cięższa, niż wcześniej opisanych produktów. Do jego aplikacji świetnie sprawdzi się gąbka, gdyż ten sposób aplikacji nada mu lekkości. Uwaga na ilość nakładanych warstw - gdy nałożymy go zbyt dużo może tworzyć efekt maski. Jest długotrwały. Świetnie sprawdzi się na skórze mieszanej w kierunku tłustej (tłuste też mogą go wypróbować). Użyty na bardzo suchej skórze może ją przesuszyć, dlatego w tym przypadku wymaga solidnego nawilżenia przed aplikacją. Nałożony w rozsądnych ilościach wygląda lekko, ale warto nakładać go z umiarem. Uwaga - ciemnieje, warto wziąć to pod uwagę przy wyborze koloru.


Skóra tłusta

Tłusta skóra jest bardzo kłopotliwa. Głównymi jej problemami są nadmierne przetłuszczanie i częste występowanie niedoskonałości - w pakiecie. A co za tym idzie, wiele podkładów na takiej skórze warzy się i ściera, szczególnie po wielu godzinach. Podkłady o właściwościach matujących i długotrwałych są w tym przypadku niezbędne.

Bell nude liquid powder (30 ml, ok. 30 zł) Dostępny w 4 kolorach.



Podkład ma krycie od średniego do mocnego. Jego formuła jest nietypowa - nie jest bardzo lejąca, a pod wpływem kontaktu ze skórą zmienia się w puder. Do jego aplikacji polecane są dłonie, chociaż testowałam nakładanie go gąbką (ten sposób także się sprawdza, ale podkład ma wtedy mniejsze krycie). Świetnie sprawdzi się na skórze mieszanej w kierunku tłustej i tłustej. Użyty na bardzo suchej skórze może ją przesuszyć, dlatego w tym przypadku wymaga solidnego nawilżenia przed aplikacją (aczkolwiek znam parę osób o suchej cerze, które go uwielbiają).  Warto mieć na uwadze ilość nakładanych warstw - dwie zdecydowanie wystarczą. Wygląda na skórze lekko, sprawia, że staje się ona wygładzona. Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej na temat tego podkładu zapraszam do ->tego<- wpisu. 


A jakie są Wasze ulubione podkłady drogeryjne?


RIVIERA ANASTASIA BEVERLY HILLS - PALETA IDEALNA TYLKO DLA ODWAŻNYCH? RECENZJA + MAKIJAŻ

Miłość do palet Anastasii przybrnęła do mnie po jednej z wcześniej wydanych palet, czyli Norvinie. Oprócz niej mam jeszcze Sultry i Rivierę, o której dzisiaj będzie mowa. Czy ta paleta jest tak samo dobra jak jej poprzedniczki? Tego dowiecie się w dalszej części wpisu ;)


Riviera, w porównaniu np., z Norviną, spodobała mi się już na fotach, jeszcze przed jej premierą. Paleta Riviera od Anastasii Beverly Hills mieści 14 cieni o łącznej wadze 10,22 g i kosztuje w Sephorze 219 zł. Niestety, większość promocji nie obejmuje niektórych marek, w tym właśnie Anastasii. Warto w tym przypadku wykorzystać kod 10% za zdobyte punkty (lub 4 zrealizowane transakcje w Sephorze). I tak właśnie stało się u mnie, więc dałam za paletę 197,10 zł. 


Opakowanie, w porównaniu do wszystkich, które wyszły do Sultry, nie ma już welurowego wykończenia, dzięki czemu nie powinno aż tak się brudzić. Design palety przemawia do mnie. Paski nadają palecie wiosenno-letni charakter i dobrze odzwierciedlają jej wnętrze. A w środku znajdziemy odcienie brzoskwini, różu, fiolet, niebieskości. Paleta, mimo, że posiada bardzo intensywne kolory (które są tak naprawdę prasowanymi pigmentami), będzie się nadawała także do makijaży dziennych. Wielu osobom może przeszkadzać brak matowego beżu i czerni (zastanawiałam się nad brakiem beżu i myślałam, że utrudni mi to pracę, tymczasem nic takiego się nie wydarzyło), ale ten ciemny brąz może fajnie posłużyć do przyciemniania makijaży i nadawania im, w zależności od potrzeb, różnego charakteru.


Niestety aparat trochę zjada kolory, co widać na swatchach, ale uwierzcie mi, że na żywo są one bardzo intensywne, szczególnie róż, fiolet i brąz. Jedne z najbardziej unikatowych kolorów to cabana (matowa zgaszona musztarda) i inheritance (błyszczące złoto z domieszką żółci, przepiękne). 


Czy cienie się osypują? Formuła cieni Anastasii jest specyficzna i zdaję sobie sprawę, że nie każdy ją pokocha - posiadają one bardzo mocny pigment i jednocześnie są dosyć lotne, szczególnie w momencie nabierania ich na pędzel. Z tego względu polecam delikatnie przykładać pędzel i w ten sposób je nabierać. Uwierzcie mi, że te cienie rozcierają się jak masło i jeśli opanowaliście już podstawową technikę rozcierania cieni to będziecie zachwyceni. 

Ci, co specjalnie mocno w nie dźgają i narzekają na ich jakość, robią niepotrzebny szum. A czynność, którą Wam opisałam nie jest w żaden sposób kłopotliwa, dlatego nie uważam aby ta cecha miała negatywnie wpływać na ocenę produktu.



Cienie, które są pigmentami, faktycznie mają jeszcze mocniejszą pigmentację, ale mogą się osypywać (bahamas, cannes, palm). Polecam nabierać je w minimalnych ilościach, strzepywać z pędzla i delikatnie rozcierać - dzięki temu zminimalizujemy ryzyko osypywania. 

Jeśli nie jesteście mocno wprawieni w robieniu makijażu oczu polecam zacząć cały makijaż od oczu, następnie kolejno twarz - to także ułatwi Wam pracę. Niejednokrotnie wspominałam i wspominam Wam, że dla mnie osypywanie się cieni nie jest wyznacznikiem służącym do oceny produktu. Dla mnie najważniejsze jest to, czy cienie dobrze łapią się powieki i czy dobrze rozcierają i czy są trwałe. Osyp to żaden problem.

Postanowiłam, że w recenzjach palet i cieni, będę pokazywać Wam także makijaże nimi wykonane. Poniższy makijaż wykonałam wyłącznie paletą Riviera.



Podsumowując, ja tę paletę pokochałam od pierwszego wejrzenia i gdy tylko trafiła ona w moje ręce, kocham ją jeszcze mocniej. Jest - krótko mówiąc - przepiękna. Jeśli lubicie wplatać do Waszych makijaży odrobinę koloru to będzie to świetna propozycja. Pamiętajcie tylko aby zwrócić uwagę na inny rodzaj pracy z tymi cieniami - jeśli wykorzystacie tę informację to jestem przekonana, że ta paleta spodoba się Wam równie mocno, jak mnie :)

ALKEMIE - MOJE NOWE ODKRYCIA DO PIELĘGNACJI TWARZY: KREM POD OCZY BETTER THAN BOTOX I KREM SPOTLESS REVOLUTION

O skórę dbałam zawsze. Dokładny, codzienny demakijaż to dla mnie podstawa. Nie zdarza mi się zasypiać z makijażem. Ale mam pielęgnacyjnego świra nie tylko na punkcie demakijażu. Dobre kremy, dobrane właściwie do rodzaju skóry, działają cuda. Ja takie kremowe cuda odnalazłam właśnie w ofercie marki Alkemie.



Jestem fanką kosmetyków naturalnych i naturalnej pielęgnacji. Nieraz pokazywałam Wam na blogu i instagramie moje pielęgnacyjne odkrycia. W produktach marki Alkemie jest coś więcej - to połączenie najwyższej jakości składników naturalnych z najnowszymi odkryciami kosmetologii.
Na wstępie powiem Wam, że szata graficzna wszystkich produktów przemawia do mnie w 100% i jest dopracowana w każdym szczególe. Opakowania zewnętrzne także są piękne. Wiecie, że dane rośliny na opakowaniach nie znalazły się tam przypadkowo? Grafiki ukazują gatunek rośliny, która występuje w danym kosmetyku. Czyż to nie jest cudowne? :)



Pierwszy produkt, jaki Wam pokażę, to krem Spotless (r)evolution, 50 ml, 139 zł. To krem o działaniu rozświetlającym i rozjaśniającym przebarwienia. Główne składniki aktywne to: EPS White PA (chroni przed pigmentacją wywoływaną przez stres oksydacyjny i rozjaśnia powstałe wcześniej przebarwienia), Riboxyl™ (stymuluje metabolizm komórkowy, działa przeciwzmarszczkowo), wit C pochodząca ze śliwki kakadu (rozjaśnia, zwalcza stres oksydacyjny, działa przeciwzmarszczkowo), kompleks roślinny (rewitalizuje, wyrównuje koloryt cery), organiczne oleje (nawilżają, chronią przed promieniowaniem UV).


Preparat posiada kremową konsystencję, jest średnio gęsty. Ślicznie pachnie. Podczas aplikacji lekko bieli skórę, ale po chwili ładnie się wchłania i po białym filmie nie ma śladu. Produkt zapakowany został w opakowanie typu air-less, co znacznie ułatwia aplikację. Jedna pompka to dawka, która z powodzeniem wystarcza na pokrycie całej twarzy.



Producent obiecuje naprawdę wiele. Ale czy krem jest w stanie jednocześnie skórę rozjaśnić, nawilżyć, wygładzić? Moja skóra jest skórą tłustą, dlatego bardzo łatwo jest ją wprowadzić w stan nadmiernego obciążenia, co skutkuje jej przetłuszczaniem. Spotless (r)evolution nie jest opisywany jako produkt tylko do tłustej skóry, mimo to świetnie się na niej sprawdza. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jest to bardzo uniwersalny produkt, dla różnych rodzajów skóry.

Odkąd mam ten krem stosuję go codziennie, rano i wieczorem. Świetnie sprawdza się jako krem pod makijaż - zapewne dzięki temu, że świetnie nawilża, ale nie przeciąża. Stosuję go nawet pod minerały i w roli bazy pod minerały także dobrze sobie radzi.

Kompletnie nie zgadzam się z teorią dopasowywania kremów na podstawie wieku opisanego przez producenta, ale wychodzę z założenia, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Z racji, że przekroczyłam już 30, staram się sięgać po preparaty działające przeciwzmarszczkowo, wygładzająco i rozjaśniająco (pojawiają mi się pojedyncze wypryski, które zostawiają po sobie ślady w postaci przebarwień). Ten krem odpowiada wszystkim moim potrzebom i z ogromną przyjemnością wrócę do tego produktu po skończeniu pierwszego opakowania. Wiecie, że jeśli dany produkt mi się spodoba, to jestem mu wierna (tak np. stało się z serum tlenowym marki o2skin).


Teraz czas na drugi produkt Alkemie, który także zawrócił mi w głowie. Tak, totalnie się w nim zakochałam! Mowa tu o kremie pod oczy Better than botox, 15 ml, 139 zł, który ma za zadanie przywracać gęstość skóry, spłycać zmarszczki i redukować cienie pod oczami. Główne składniki to: Beautifeye™ (naturalna alternatywa dla blefaroplastyki – zabiegu chirurgicznego, który polega na wycięciu nadmiaru skóry na powiekach), Luminescine (rozświetla, rozjaśnia, odmładza), olej tsubaki (redukuje przebarwienia i wygładza skórę), roślinny silikon, organiczna woda z chabra bławatka, naturalna kofeina.





Czy jest to botox zamknięty w kremie? Nie mam ogromnych zmarszczek, ale co nieco już się na mojej skórze zaczyna dziać, dlatego zależy mi na właściwej prewencji. Ten krem napina i odżywia jak żaden inny! Na tle innych wyróżnia go też formuła, która nie jest silikonowo-wazelinową tłustą sklejką, a faktycznie czuć, że działa. Skóra staje się po nim bardziej napięta, gładsza, nawilżona i promienna. 

Mam wrażliwe okolice oczu i wiele kremów mnie podrażnia - ten działa wręcz kojąco. Nadaje się również pod makijaż. Skóra pod oczami może ulegac przesuszeniom szczególnie w przypadku, gdy do ugruntowania korektora używamy pudru. Ten krem świetnie sobie z tym radzi. Testowałam go pod różnymi korektorami i za każdym razem makijaż wyglądał fenomenalnie. Krem jest cudowny :)



Powiem Wam, że jestem skłonna posądzić producenta o zastosowanie magii, bo te kosmetyki naprawdę są magiczne i działają cuda :)

LUKSUSOWY PODKŁAD W DROGERYJNEJ CENIE - CZY TO MOŻLIWE?

Nie będę owijać w bawełnę i od razu odpowiem na pytanie zadane w tytule - tak, to możliwe! Jednym z moich ulubionych podkładów drogeryjnych, które zasługują na zainteresowanie, jest Bell nude liquid powder. Za co go uwielbiam? Tego dowiecie się w dalszej części wpisu ;)


Często w wiadomościach pytacie mnie o polecane podkłady. Już dawno temu na moim kanale yt (mazurekmakeup) zrobiłam jego recenzję, ale nigdy na blogu nie pojawiła się jego recenzja. Bell hypoallergenic nude liquid powder, bo o nim mowa, ma 25 g i kosztuje ok. 30 zł w cenie regularnej. Pytacie mnie gdzie kupić ten podkład. Dostaniecie go w sieci Hebe i tylko tam możecie go dorwać stacjonarnie. Można go także upolować na promocji i wtedy dostaniecie go nawet za ok. 18 zł.
Podkład występuje w 4 kolorach. Ja posiadam 3. Myślę, że kolorystyka jest ok, ale brakuje mi jeszcze jednego odcienia pomiędzy numerem 1 a 2, bo akurat między tymi kolorami jest większy przeskok. Jeśli 1 będzie dla Was za jasna, a 2 za ciemna, to zostaje nam albo kupić te dwa podkłady i mieszać je ze sobą albo kupić rozjaśniacz/przyciemniacz i dopasowywać kolor do naszych potrzeb.

Na moim instagramie (na który Was zapraszam ->KLIK<-) możecie zobaczyć swatche 3 kolorów, które posiadam:


Opakowanie jest szklane, z pipetą. Nie mam nic przeciwko takiemu sposobowi aplikacji, ale w przypadku formuły tego podkładu uważam, że pompka na pewno byłaby lepszym rozwiązaniem.
Już wyjaśniam o co chodzi z jego formułą.

To jest jeden z najciekawszych produktów, z jakim miałam do czynienia. Gdy nałożymy go na skórę i zaczniemy rozprowadzać, staje się mała (nie taka mała, a wręcz wielka!) magia i konsystencja podkładu w mgnieniu oka zaczyna zmieniać się z płynnej w pudrową. Bardzo ciężko jest opisać to uczucie, ale jest to niezwykle przyjemne.


Taka formuła sprawia, że produkt w użytkowaniu daje poczucie luksusu. Jestem pewna, że gdyby dano Wam ten podkład do przetestowania bez podawania marki, na bank obstawilibyście, że jest to produkt wysokopółkowy.


Ok, świetnie, ale sama aplikacja to za mało, żeby przydzielić jakiemuś kosmetykowi etykietę "luksusowy". Nie martwcie się, nie wkręcam Was i nie porwałam się z motyką na słońce. Nie tylko za to go kocham.


Bell nude liquid powder uwielbiam także za jego działanie. Rozprowadza się fenomenalnie i również fenomenalnie kryje - bez efektu maski. Oczywiście, każdy podkład można nałożyć w nadmiernej ilości i zrobić sobie ciastko, ale ten produkt nie należy do grona niebezpiecznych. Dzięki tej konsystencji i świetnym kryciu już przy jednej warstwie, na pewno ryzyko zrobienia sobie kuku znacznie spada.

Podkład jest także długotrwały i wygląda pięknie na różnych typach skóry. Ma działanie matujące, ale jednocześnie nie daje efektu płaskiego, brzydkiego matu - skóra wygląda w nim pięknie. Dzięki temu, że ma pudrową formułę, osoby ze skórą suchą nie muszą go pudrować (jeśli Wasza skóra jest bardzo sucha potrzebna będzie bardzo dobra pielęgnacja), a posiadacze tłustych cer nie będą zmuszeni do stosowania wielu zabiegów mających na celu maksymalne wydłużenie trwałości makijażu - dobra pielęgnacja i odpowiedni puder powinien wystarczyć. Oczywiście, w przypadku tłustej skóry, bibułki matujące będą mile widziane - szczególnie latem, ale akurat to nie powinno nikogo dziwić :)

Tak produkt prezentuje się na mojej twarzy jakieś 1,5-2h od aplikacji:


Chyba nie muszę Was dłużej przekonywać, że to dobry produkt. Prawda, że ładnie się prezentuje?
Dajcie znać czy Wy już go testowaliście i jak się u Was sprawdził ;)