Obsługiwane przez usługę Blogger.

PULANNA CAVIAR&DIAMOND - KREM DO TWARZY O NIECODZIENNEJ FORMULE

Szata graficzna i formuła tego kremu przyciąga od pierwszego wejrzenia. A jakie jest tego działanie? Tego dowiecie się w dalszej części wpisu.



Krem otrzymałam go do testów w dużej paczce z pielęgnacją twarzy i ciała od Drogerii Jaśmin. Krem do twarzy Pulanna Caviar&Diamond (60 g, ok. 60 zł) to produkt przeznaczony dla osób ze skórą dojrzałą, z oznakami starzenia lub zmęczoną, poszarzałą.

Preparat został zamknięty w szklanym słoiczku ze złotą nakrętką i biało-złotymi napisami. Wygląda niezwykle elegancko. W pudełku oprócz kremu znajduje się plastikowa łyżeczka. Umożliwia ona nabranie odpowiedniej ilości preparatu, a przy okazji sprawia, że aplikacja staje się higieniczna - o czym bardzo często zapominamy. Oczywiście, o ile za każdym razem będziemy myć i dezynfekować łyżeczkę.




Formuła kremu jest wyjątkowa. Kuleczki zawieszone w żelu to cecha charakterystyczna produktów marki Pulanna. Czy to rozwiązanie nie robi na Was wrażenia? Ja dosłownie pochłaniam ten krem wzrokiem. 


Ale, od walorów estetycznych, ważniejsza jest zawartość opakowania. I po dłuższym czasie testowania tego kremu mogę ze spokojem Wam powiedzieć, że jest to produkt, który bardzo polubiłam. W składzie znajdują się składniki działające przeciwzmarszczkowo, nawilżająco i pobudzająco (ekstrakt z kawioru, kompleks peptydowy, pył diamentowy, wyciąg z żeń-szenia, kwas hialuronowy, kofeina).




I mogłoby się wydawać, że 30-letnia skóra tłusta i taki krem nie idą w parze. Nic bardziej mylnego. 


Dzięki lekkiej, żelowej formule, produkt świetnie się aplikuje i bardzo dobrze wchłania. Skóra staje się nawilżona i lekko napięta. Krem zostawia bardzo lekki film, który pozwala zachować nawilżenie na dłużej. Równie dobrze sprawdza się aplikowany pod makijaż.



Myślę, że ten krem polubią szczególnie osoby ze skórą skłonną do przesuszania, zmęczoną, z oznakami starzenia. Jeśli śledzicie mojego bloga to wiecie, że ja szukam kosmetyków działających przeciwzmarszczkowo, ale takich, które jednocześnie mojej tłustej skóry nie będą obciążały. Bardzo ważne jest też dla mnie aby preparat bardzo dobrze nawilżał, co niezwykle pozytywnie wpływa na moją skórę. Ten krem to robi. Dla posiadaczy skóry bardzo suchej i mocno dojrzałej może być niewystarczający, wtedy radziłabym sięgnąć po serię Silk Peptide.

MAKIJAŻ - PIEGI W POMARAŃCZACH

Chciałabym pokazywać tu więcej makijaży, stąd pomysł na takiego makijażowego posta. 


Bardzo lubię, gdy zdjęcia oddają stan faktyczny i nie są przerobione tak, że zdjęcie jest rozmazane, a faktura skóry wcale skóry nie przypomina. 

Nie mam nic przeciwko dobrym i potrzebnym ingerencjom w programach graficznych, ale czasami jest to zbyt przesadne, więc mam nadzieję, że takie fotki tylko ze zmianą kontrastu, nasycenia i kolorów Wam się spodobają.


Bazę makijażu stworzyłam za pomocą kremu Glamglow glowstarter nude i płynnego rozświetlacza Becca skin perfector w wersji opal.


Na zdjęciach widzicie jak prezentuje się na mojej twarzy podkład Fenty Beauty Pro Filt'r w odcieniu 140 wraz z pudrem tej marki. Korektor to jeden z moich drogeryjnych pewniaków, czyli Maybelline instant anti-age w odcieniu 07 sand. Do tego dwa bronzery Sun stalk'r instant warmth bronzer, również Fenty - poczytacie o nich TUTAJ. Na policzkach wylądował ukochany róż sweetherats blush sparkling bellini od Too Faced. Dla zwieńczenia całości oczywiście rozświetlacz Anastasia Beverly Hills Amrezy.



Cienie to Huda Beauty Obsessions coral, a błyszczące cudo w wewnętrznych kącikach to cień w kremie Wibo mood (cudo!). Brwi podkreśliłam pomadą Anastasia Beverly Hills w kolorze ebony. Piegi wykonałam żelem do brwi Catrice semi-permanent brows.


Z makijażem ust nie szalałam, obrysowałam je i wypełniłam konturówką w odcieniach nude marki Wibo.



FENTY BEAUTY BY RIHANNA Sun Stalk'r Instant Warmth Bronzer - hit czy kit?

Fenty Beauty by Rihanna Sun Stalk'r Instant Warmth Bronzer to piąty kosmetyk tej marki, który posiadam w mojej makijażowej kolekcji. 

Nie będę owijać w bawełnę i powiem prosto z mostu - ten produkt skradł moje serce już po pierwszym użyciu. Za co go pokochałam? Tego dowiecie się w kolejnej części wpisu.

FENTY BEAUTY BY RIHANNA Sun Stalk'r Instant Warmth Bronzer shady biz


Fenty Beauty by Rihanna Sun Stalk'r Instant Warmth Bronzer (6,23 g, 135 zł) kupicie tutaj.

Występuje on w 8 kolorach. Ja skusiłam się na wersję Shady Biz. To ciepły odcień brązu, ale bez brzydkiego, ceglastego wykończenia. W ofercie znajdziecie jeszcze jeden jaśniejszy i chłodniejszy kolor o nazwie Inda Sun (ten fajnie sprawdzi się do delikatnego konturowania, ale bez fioletowych, sinych tonów). Oczywiście osoby o bardzo jasnej karnacji będą chciały wiedzieć czy ten odcień będzie dla nich dobry - jeśli jesteście na poziomie najjaśniejszego podkładu CS z Revlonu to polecam wybrać Inda Sun. Jeśli bliżej Wam do 150 to myślę, że i jeden i drugi kolor się u Was sprawdzi (w zależności od tego jakiego efektu oczekujecie).


FENTY BEAUTY BY RIHANNA Sun Stalk'r Instant Warmth Bronzer shady biz

Powiem Wam szczerze, że od jakiegoś czasu coraz rzadziej sięgam po typowo chłodne, sine, a czasami wręcz grobowe odcienie pudrów do konturowania. Oczywiście, nie jestem także fanką pomarańczowo-ceglastych placków, ale coś pomiędzy to naprawdę fajne i... kobiece rozwiązanie!

Jednym produktem jesteśmy w stanie delikatnie podkreślić rysy twarzy i jednocześnie troszkę ocieplić skórę. Uwierzcie mi, że wygląda to ultra-kobieco. Mocne, wyraziste, bardzo chłodne konturowanie zostawmy na sesje zdjęciowe, na co dzień nie ma potrzeby sięgać po tak wyraziste produkty.


FENTY BEAUTY BY RIHANNA Sun Stalk'r Instant Warmth Bronzer shady biz

Za chwilę dowiecie się więcej o formule tego produktu, ale muszę także zwrócić Waszą uwagę na to cudne opakowanie - chociaż myślę, że już to zrobiliście sami. Czyż nie jest piękne? To pytanie wcale nie jest retoryczne, bo już słyszę w głowie Wasze szepty świadczące, że Wam się podoba. Jedyny minus? Odbijają się na nim odciski palców, ale wystarczy kilka ruchów chusteczką i problem znika.

FENTY BEAUTY BY RIHANNA Sun Stalk'r Instant Warmth Bronzer shady biz

Formuła bronzera jest fantastyczna! Rozciera się jak masło. Kosmetyk jest pudrowy, ale nie pyli się. Świetnie się przyczepia, ale nie tworzy plam ani smug. Można nakładać go warstwowo w zależności od tego, jaki efekt chcemy uzyskać - warstwy bardzo ładnie się ze sobą łączą nie tworząc prześwitów. 

FENTY BEAUTY BY RIHANNA Sun Stalk'r Instant Warmth Bronzer shady biz  & FENTY BEAUTY BY RIHANNA Pro Filt'r Soft Matte Longwear Foundation

Podsumowując, Sun Stalk'r Instant Warmth Bronzer to genialny kosmetyk zarówno dla makijażystów, jak i amatorów. A na powyższym zdjęciu widzicie również podkład od Fenty Beauty i obecnie go testuję, więc niebawem będziecie mogli spodziewać się także testu podkładu od Riri.
Dajcie znać czy ten bronzer Was zainteresował. A może polecacie mi jakiś inny produkt tej marki?

Spersonalizowana pomadka? Od dziś to możliwe! Czyli moja wizyta w Lip Lab w Warszawie

Wiecie, że istnieje w Warszawie miejsce, w którym możecie dobrać idealną pomadkę? Otóż takie miejsce istnieje i jest nim warszawski Lip Lab.

Lip lab szminka

Miałam ogromną przyjemność to miejsce odwiedzić dzięki portalowi PrezentMarzeń, który jest skarbnicą świetnych i nietypowych pomysłów na prezent, które możecie podarować komuś, ale możecie tam znaleźć również mnóstwo atrakcji dla siebie. 

Byłam niezwykle uradowana gdy otrzymałam propozycję przetestowania takiej atrakcji, gdyż jako blogerka, vlogerka i makijażystka po prostu uwielbiam nowinki makijażowe.

Lip lab szminka

Koszt 1 lip experience to 150 zł. Pracownia Lip Lab mieści się centrum Warszawy (blisko Nowego Światu)  przy ul. Juliana Bartoszewicza 11. Jak widzicie na powyższych zdjęciach miejsce jest cudne! Utrzymane w nowoczesnym, kobiecym, ale nie przesłodzonym stylu. I ta odjechana kanapa w kształcie ust! Zwracam uwagę na pięknie zaprojektowane pomieszczenia, a to zdecydowanie do nich należy.


Lip Lab szminka prezent marzeń

Przywitała mnie przemiła Pani Magda, która poprowadziła mnie w tej przygodzie. Na początku otrzymałam ankietę medyczną, której wypełnienie i podpisanie jest bardzo ważne. Następnie Pani Magda zdezynfekowała moje ręce (cieszę się, że kwestie higieny dla wielu osób są tak ważne) i mogłyśmy przejść do speelingowania ust i nałożenia maseczki amerykańskiej marki Sara Happ (istnieje możliwość kupienia ich na miejscu). Produkty pachniały cudnie. Z racji, że ja regularnie sięgam po peelingi do ust, trudno jest mnie zaskoczyć. Natomiast maska do ust z glinką to już coś zaskakującego. Dobrze nawilżyła usta, bez tłustego filmu. Bardzo ciekawy produkt.


Sara Happ

Oczywiście, jak to na mnie przystało, miałam dylemat natury iście kobiecej - jaki kolor i jaką formułę pomadki wybrać? W ofercie dostępne są błyszczyki, pomadki w sztyfcie i pomadki płynne. 

Po konsultacji stwierdziłam, że postawię na pomadkę klasyczną o wykończeniu matowo-satynowym. A kolor? Kusił mnie jakiś odjechany róż, ale zależało mi na codziennej możliwości noszenia szminki, a jednak odcienie nude są zdecydowanie najepszym wyborem. Poza tym... ja wiem, że kochacie pomadki w takich odcieniach! Oczywiście, z myślą także o Was, chciałam postawić właśnie na coś uniwersalnego i wybrałam nude, ale przełamany nutą różu. Idealny na wiosnę i lato. I jaki to kolor? Zobaczycie w dalszej części wpisu.


Lip lab szminka

A tak wyglądała moja pomadka w trakcie tworzenia. Te niepozorne kolorowe krople to barwniki, które zmieszane w odpowiedniej proporcji, stają się naszą pomadką. Wybrałam pomadkę w kolorze zbliżonym do moich ust, ale z orzeźwiającą nutką różu, którą nawet mogłabym określić jako intensywny.


Lip lab szminka


Poniżej możecie zobaczyć jak wiele pigmentów i innych ciekawych dodatków (o których zaraz Wam opowiem) mamy do wyboru.

Lip lab szminka

Oprócz koloru, kolejnym etapem jest wybór zapachu i smaku! 

Ach, wąchałam i wąchałam i wybrałam zapach kawy, a smak wiśni zatopionej w nucie alkoholu. Te dwa aromaty zagrały ze sobą znakomicie.


Lip lab szminka

Do formuły dorzuciłyśmy także odrobinkę błyszczących pigmentów, które sprawiają, że pomadka na ustach wygląda naturalnie.


Lip lab szminka

Następnym krokiem było zaakceptowanie wybranej formuły, wykończenia, smaku i zapachu pomadki. 

Pani Magda przelała pomadkę do odpowiedniej formy, następnie wstawiła ją do urządzenia wypiekającego. Miałam do wyboru dwa kolory opakowań - srebrne lub czarne. Wybrałam czarne, bo lubię gdy kosmetyki zamknięte są w czarnych opakowaniach.


Lip lab szminka

A tak prezentowała się na moich ustach pomadka, a właściwie jeszcze nie pomadka (tylko moja pomadkowa papka), bo gotową szminkę można użyć dopiero po 24h od jej stworzenia.



Lip lab szminka

Kolor tej pomadki jest świetny - to taki nudziak z lekką nutą różu i brzoskwini. Na koniec otrzymałam karteczki z informacjami i pomadce oraz drugą, z odbiciem własnych ust, Kolejnym bajerem jest to, że stworzoną pomadkę możemy nazwać tak, jak chcemy.


Lip lab szminka

Moja otrzymała miano Wiśni w torcie. Nazwa iście poetycka, ale nic lepszego nie przyszło mi w tamtym momencie do głowy. Lubię wiśnie i tort kawowy, więc gdy tak myślę, to nazwa jest całkiem adekwatna.


A tu możecie zobaczyć moją pomadkę w całej okazałości. Tak prezentuje się opakowanie zewnętrzne.

Lip lab szminka

A tak środek. Już nie mogłam się doczekać aż będę mogła ją użyć. Tym bardziej, że zależało mi na jednoczesnym wpleceniu do tego wpisu moich wrażeń ze stosowania szminki. No bo co to by była za recenzja bez takich informacji? Dla mnie jakość produktu jest tak samo ważna jak poziom atrakcji podczas wizyty w Lip Lab.


Lip lab szminka

Testowałam moją Wiśnię w torcie na tyle długo, że mogę powiedzieć, że jest to jedna z ciekawszych formuł, jakie mam w swojej kolekcji. Tak, jak wspomniałam wcześniej, pomadka ma matowo-satynowe wykończenie (w ofercie Lip Lab nie znajdziemy pomadki o właściwościach ściągających i wręcz mordujących usta, więc chwała im za to!). W żadnym wyrazie nie wysusza ust i nie daje efektu rodzynek, co sprawia, że jest idealną propozycją do stosowania na co dzień.

Lip lab szminka

Ale... z powodzeniem możemy jej także używać na wyjścia, ponieważ jej formuła zostawia na ustach kolor niczym tint. Dzięki temu nie ma w tym przypadku sytuacji, że usta pozostają totalnie saute. Oczywiście, nie jest to pomadka nie do zdarcia, wymaga reaplikacji w ciągu dnia, ale dokładanie nie wpływa negatywnie na jej wygląd.

Lip lab szminka

Tak prezentuje się na moich ustach moja Wiśnia w torcie. Zdjęcie zostało zrobione w świetle dziennym. Jestem zachwycona tym kolorem i już wiem, że na pewno zobaczycie mnie w nim w filmach na yt oraz na instastories,


Lip Lab

Podsumowując, bardzo się cieszę, że mogłam wybrać się do Lip Lab i na własne usta przekonać się czy warto skorzystać z takiej atrakcji. Zupełnie szczerze powiem, że naprawdę warto! 

Wiecie dlaczego? Dlatego, że w takim miejscu otrzymujemy nie tylko rzecz, którą potem możemy wykorzystywać przez długi czas. ale też fajne wspomnienia. A prezenty, które łączą wrażenia, emocje i w dodatku są trwałe, są najlepszymi podarunkami, jakie możemy komuś wręczyć.


Lip lab

Prezentmarzeń to świetne miejsce jeśli chcecie przeżyć wspaniałe, niezapomniane chwile. 

I nie martwcie się jeśli nie jesteście z Warszawy, marka w ofercie posiada mnóstwo atrakcji także dla całej Polski. Na pewno znajdziecie coś dla siebie, a gdybyście byli w Warszawie i kochacie makijaż to polecam z całego serca wykonanie projektu szminki lub błyszczyka, bo warto!


Moja aktualna pielęgnacja twarzy. Same perełki!

Moja aktualna pielęgnacja twarzy to wpis, który obiecałam Wam już jakiś czas temu na instagramie. Posiadam tłustą skórę, z okresowo pojawiającymi się wypryskami hormonalnymi, a co za tym idzie również punktowymi przebarwieniami. Dodatkowo, przekroczyłam już tę magiczną, dwucyfrową 30, dlatego zależy mi także na odpowiednim nawilżaniu i działaniu przeciwzmarszczkowym. Utrzymywanie w ryzach takiej skóry nie jest łatwe. Bardzo łatwo jest ją przesuszyć przez używanie zbyt silnych preparatów, a z kolei brak kosmetyków o działaniu regulującym sprawia, że staje się ona obciążona i nabiera niezdrowego wyglądu. 
Mimo, że posiadam skórę tłustą, uważam, że wiele z kosmetyków, które tutaj zobaczycie, sprawdzi się również u Was! W mojej pielęgnacji twarzy znajdują się kosmetyki podstawowe ( o których dzisiaj dowiecie się więcej), ale także nie zapominam o preparatach specjalistycznych, takich jak kwasy. Pod TYM LINKIEM znajdziecie również moje poprzednie wpisy z produktami do pielęgnacji twarzy.

Toniki Benton Phenome Mokosh

1. tonizacja & nawilżanie metodą tonikową 7 skin method

O moich sposobach na demakijaż i oczyszczanie skóry opowiem Wam w kolejnych wpisach, gdyż jest to obszerny temat, a ja chcę podzielić się moim doświadczeniem i jednocześnie Was nie zanudzić (i bez tego wpis będzie spory). Dziś pokażę Wam toniki i hydrolaty w trochę innej odsłonie, o której zbyt wiele się nie mówi - a uwierzcie mi, po zmianie sposobu ich użycia dzieją się cuda!

Metoda tonikowa, którą stosuję, powstała na podłożu koreańskiej metody 7 skin method. Koreanki nakładają aż 7 warstw toniku, jedna po drugiej, dokładnie wklepując dłońmi preparat w skórę (w przypadku skóry bardzo wrażliwej warto robić to delikatnie). Odkąd poznałam tę metodę udało mi się zminimalizować zużycie wacików kosmetycznych do minimum (prawie wcale ich nie używam), a co za tym idzie przekłada się to na zmniejszenie ilości wytwarzanych odpadów (wychodzę z założenia, że warto robić cokolwiek dla naszego środowiska, niż stać z założonymi rękami). Dodatkowo, produkty używane w tej metodzie starczają na dłużej, gdyż nie używam wacików, które absorbują duże ilości kosmetyku i przez to sporo się go marnuje. Czy zawsze nakładam 7 warstw toników? Nie, ja aż tak nie szaleję i przeważnie kończy się na 3 warstwach, ale w przypadku mojej skóry jest to wystarczające. Takie delikatne oklepywanie skóry stosuję również wokół oczu, ale pamiętajcie najpierw o sprawdzeniu reakcji Waszej skóry na taki preparat zastosowany w tych okolicach. Moje wrażliwe oczy bardzo dobrze tolerują ten zabieg, ale zawsze radzę Wam do nowych sposobów pielęgnacyjnych podchodzić ostrożnie. Czy taka ilość będzie idealna dla Was? Tego nie wiem, spróbujcie sami. Ale zapewne najbardziej interesują Was efekty stosowania tej metody, czyż nie? Skóra dzięki niej staje się niezwykle miękka, nawilżona, świetlista, świetnie przygotowana do nałożenia innych preparatów. 

Toniki Benton Phenome Mokosh

Do tej metody używam najchętniej dwóch toników. Pierwszy z nich to Benton Aloe BHA toner. O tym toniku pisałam już dawno i od tamtego momentu jestem mu wierna. Nawilża, łagodzi, a jego lekko żelowa konsystencja idealnie sprawdza się w metodzie tonikowej. Uwielbiam stosować go w okolicach oczu. Więcej poczytacie o nim w TYM WPISIE.

Drugi tonik to Phenome Brilliant restoring toner. O tym toniku także pisałam jeszcze w 2018 r. I także do niego chętnie wróciłam. Ma zupełnie inną konsystencję, niż tonik Benton. Jest od niego zarazem lżejszy, ale zostawia na skórze film. Troszkę silniej rozjaśnia i rozświetla skórę. Jeśli jakimś "cudem" moja skóra ulegnie nadmiernemu obciążeniu, a zdarza się to coraz rzadziej, to przyznam się Wam, że sięgam tylko po ten tonik i nie nakładam już później kremu. Więcej o tym toniku pisałam TUTAJ.

Toniki Benton Phenome Mokosh

Nie mogłabym nie wspomnieć także o hydrolatach marki Mokosh. Tym razem widzicie w tym zestawieniu Mokosh Hydrolat werbena, ale testowałam także inne wersje. Każda sprawdziła się u mnie świetnie. Plusem tego opakowania jest idealny atomizer, z którego wydostaje się idealna ilość produktu, co ułatwia aplikację. Hydrolat ten jest przeznaczony dla skór mieszanych i tłustych, gdyż posiada właściwości ściągające pory skóry i regulujące wydzielanie sebum. Ale w ofercie znajdują się także hydrolaty przeznaczone dla innych typów skóry. Przy wyborze zwróćcie tylko uwagę na to czy tolerujecie dane olejki eteryczne, bo hydrolaty to wody kwiatowe powstałe w produkcji właśnie przed chwilą wspomnianych olejków eterycznych.

Serum do twarzy o2skin Iossi Resibo Indeed Labs
  

2. Serum & serum olejowe (olejki)

Serum do twarzy to rodzaj preparatu, który potrafi w szybki sposób przynieść naszej skórze wiele korzyści. Jeśli wprowadzicie do waszych schematów pielęgnacyjnych, a macie kłopot z przesuszającą się, odwodnioną skórą czy przebarwieniami, to zobaczycie, że pewne problemy zostaną zredukowane.

Serum do twarzy o2skin Iossi Resibo Indeed Labs


Pierwsze serum, jakie chcę Wam pokazać, jest ze mną już bardzo długo (oczywiście przez ten czas zużyłam juz kilka buteleczek tego produktu). To o2skin Oxygen water - skoncentrowane serum tlenowe. Jestem mu wierna od 2017 r. Serum to uwielbiam za lekką konsystencję i świetne nawilżanie. Bardzo często sięgam po nie w mojej pracy, klientki je uwielbiają. Więcej o tym produkcie dowiecie się w TYM wpisie.

Dwa kolejne produkty mają swój debiut na moim blogu. Na pewno poświęcę im osobny, dłuższy wpis, ale nie chciałam ich pomija, bo są one warte zainteresowania. Oba kosmetyki należą do marki Indeed Labs. Pierwsze z nich to Indeed Labs Hydraluron serum nawilżające. Ten preparat  o niezwykle lekkiej formule posiada naprawdę silne właściwości nawilżające. Świetnie współgra z innymi kosmetykami i najczęściej stosuję go w połączeniu z kremami czy olejowym serum. Polubi go każdy rodzaj skóry.

Drugi to Indeed Labs Radiance Booster. Ten produkt ma za zadanie ukoić, nawilżyć, rozświetlić, dodać skórze blasku. Posiada także właściwości przeciwzmarszczkowe. Zdarza mi się używać go solo, ale idealnie dogaduje się także z innymi preparatami. To także produkt przeznaczony do każdego rodzaju skóry.

Serum do twarzy o2skin Iossi Resibo Indeed Labs


Wiele osób nie do końca wie jak radzić sobie z olejowym serum. Obawiają się tej tłustej konsystencji. Nie zawsze są zadowolone z efektów, ale jestem przekonana, że wynika to między innymi z nieodpowiedniego sposobu aplikacji. Oleje nie nawilżają skóry w sposób bezpośredni. Stosowanie oleju solo może wpłynąć na pogorszenie skóry (przesuszenia lub powstawanie niedoskonałości). Więcej na ten temat poczytacie TUTAJ.


Wiecie, że serum olejowe warto nakładać w odpowiedni sposób? 
1. Łączenie serum ze sprawdzonym kremem/żelem aloesowym/żelem hialuronowym (świetne rozwiązanie w przypadku skóry tłustej, mieszanej w kierunku tłustej, trądzikowej)
2. Nakładanie serum na wcześniej zaaplikowane kosmetyki, po kremie (sprawdzi się w przypadku skóry bardzo suche, suchej, przesuszonej)

Serum do twarzy o2skin Iossi Resibo Indeed Labs

Pierwsze olejowe serum, które bardzo lubię, to Serum naturalnie wygładzające - Resibo. To produkt niezwykle uniwersalny i świetnie tolerowany przez każdy rodzaj skóry. Cudownie rozświetla, rozjaśnia, wygładza i napina. TU dowiecie się o nim więcej, gdyż poświęciłam temu kosmetykowi osobny wpis.

Drugie olejowe serum to Iossi Serum intensywna regeneracja. Wiesiołek & Baobab. W porównaniu do produktu Resibo, posiada cięższą formułę. Ma silne działanie  regenerujące, odżywcze przeciwzmarszczkowe i ujędrniające. Przeznaczony jest do cery dojrzałej, ale ja (z cerą tłustą) mimo wszystko chętnie po nie sięgam. Używam go systematycznie, ale z mniejszą częstotliwością. Zależy mi na działaniu prewencyjnym i dlatego do mojej pielęgnacji wprowadziłam produkty o silniejszym działaniu przeciwzmarszczkowym. I to serum w tej roli sprawdza się świetnie. 

Krem do twarzy Alkemie Be Organic o2skin

3. Kremy do twarzy 

Czy muszę Was przekonywać o korzyściach płynących z regularnego stosowania kremu do twarzy? Chyba nie! Krem to najczęściej stosowany kosmetyk pielęgnacyjny. Ja stawiam na kremy nawilżające, rozjaśniające przebarwienia i działające przeciwzmarszczkowo.
Nie dziwcie się, że kolejny raz pokazuję Wam produkty marek, które już widzieliście w tym zestawieniu. Jeśli widzicie jakiś produkt po raz kolejny to znaczy, że naprawdę ma to coś!

Krem do twarzy Alkemie Be Organic o2skin

Krem o2skin Oxygen lifting day cream to moja pozycja obowiązkowa (czasem, w zależności od potrzeb, wymieniam go na inny krem tej samej marki, ale ten jest moim nr 1 wśród kremów o2skin). Świetnie nawilża i wygładza skórę. Jego konsystencja jest taka... akurat! Bardzo łatwo się rozprowadza i dobrze sprawdza się zarówno na noc, jak i w roli pielęgnującej bazy pod makijaż. Oczywiście, jego obszerną recenzję znajdziecie TUTAJ.

Krem Be Organic masło kakaowe & kwas hialuronowy jest produktem, który trafił w moje ręce dzięki mojemu mężowi, który doskonale trafia w moje gusta. Zawsze szukam takich naturalnych perełek, które można dostać w osiedlowej drogerii. produkty Be Organic bez problemu możemy dostać w Rossmannie. A jak działa ten krem? Jest zdecydowanie treściwszy, niż krem o2skin. Przeznaczony jest do wszystkich rodzajów skóry, ale szczególnie dobrze ma się sprawdzić w przypadku cery dojrzałej i suchej.  Mocno nawilża i regeneruje. Lubię go używać z lżejszym serum - wtedy sprawdza się u mnie najlepiej.

Krem Alkemie spotless (r)evolution to produkt, który w tej grupie jest najbardziej zaawansowany pod kątem składu. Został stworzony w celu redukcji przebarwień i rozświetlenia skóry. Uwierzcie mi - używany systematycznie wspaniale wspomaga działanie specjalistycznych preparatów na przebarwienia. Niedawno pisałam o nim obszerniejszy post, o TUTAJ.

Krem pod oczy La-Le Alkemie o2skin Make me bio

4. Kremy pod oczy

Krem pod oczy to kosmetyk, który zajmuje miejsce na piedestale mojego schematu pielęgnacyjnego. To właśnie okolice oczu najszybciej zdradzają nasz wiek. Z tego względu nie wyobrażam sobie nie nakładać takiego preparatu właśnie pod okolice oczu.
……………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………

Jeśli Wasz krem do twarzy sprawdza się u Was pod oczami to nie ma konieczności sięgania po specjalny krem pod oczy, ale te okolice są bardzo wrażliwe i wymagające, dlatego warto rozważyć wprowadzenie takiego kosmetyku, szczególnie gdy zależy Wam na działaniu przeciwzmarszczkowym i wygładzającym.

Krem pod oczy La-Le Alkemie o2skin Make me bio


Do tego zestawienia wybrałam kilka kremów, o różnym działaniu i o różnej cenie, więc każdy znajdzie tu coś dla siebie.

Pierwszy krem to La-Le masło kakaowe pod oczy jest najtreściwszym preparatem ze wszystkich, które tu dziś zobaczycie. Pachnie przecudnie - uwielbiam zapach kawy (mój mąż też polubił ten krem). Ma gęstą, tłustą konsystencję. Fantastycznie chroni i regeneruje skórę pod oczami. Kofeina pobudza i zmniejsza opuchliznę. Świetny do stosowania na noc.

Drugi krem to Make Me Bio Bio krem pod oczy z marakują ma znacznie lżejszą konsystencję, niż krem La-Le. Dobrze nawilża, ale nie zostawia tłustego filmu. Łagodzi podrażnienia, delikatnie napina. Posiada właściwości przeciwzmarszczkowe. Świetnie sprawdza się do stosowania na noc i na dzień, pod makijaż.

Trzeci krem to jeden z moich must have kosmetyków marki o2skin, czyli Oxygen lightening cream - Eye gel. Uwielbiam go za jego leciutką konsystencję oraz właściwości rozświetlające i drenujące. Krem nawilża, ale nie przeciąża. Świetnie sprawdza się pod makijaż. Docenią go osoby mające problemy z opuchlizną wokół oczu, gdyż ten krem naprawdę potrafi ją zmniejszyć. Oczywiście TU znajdziecie jego pełniejszą recenzję.

Ostatni krem to Alkemie Nature is better than botox ma lekką konsystencję, ale najmocniej napina skórę. Działa przeciwzmarszczkowo i wygładza już istniejące zmarszczki. Nie obciąża skóry, jest lekki, ale też świetnie nawilża. Idealny do stosowania na noc i na dzień, także pod makijaż. TUTAJ napisałam o nim więcej.  

Maska do twarzy Miya The Body Shop Alkemie Iossi

5. Maseczki do twarzy

Nie byłabym sobą gdybym nie wspomniała o maseczkach do twarzy. Wiem, że dla wielu osób jest to element dodatkowy, po który sięgają niezwykle rzadko. Dla mnie jednak maski to element obowiązkowy i używam ich na tyle często, że postanowiłam napisać o nich w tym wpisie.

Maska do twarzy Miya The Body Shop Alkemie Iossi

Iossi Maseczka czekolada i pomarańcza maseczka rewitalizująco relaksująca to najlepsza sypka maska, jaką kiedykolwiek miałam. Marka zadbała nie tylko o jej świetne działanie, ale też walory zapachowe. Bo... pachnie ona połączeniem pomarańczy z kakao i gorzką czekoladą! Zapach jest obłędny. Ale tak samo obłędne jest jej działanie - rewitalizuje i oczyszcza, ale nie przesusza. 

Drugą maską jest maseczka Alkemie dream of beauty. Mimo, że mam jej miniaturową wersję, to mogę spokojnie stwierdzić, że jest to produkt o wysokiej wydajności. Maska ta świetnie nawilża, uspokaja, koi cerę. To idealna propozycja na złagodzenie skóry po stosowaniu kwasów. Ale zdarza mi się ją także nakładać na policzki, gdyż czasem one ulegają u mnie przesuszeniom. Kosmetyk ten możemy zostawić na całą noc, nie wymaga on zmywania. Rano, skóra po jej użyciu staje się aksamitnie głaska, rozjaśniona i ukojona. Pokocha ją każdy typ skóry skłonnej do przesuszeń i podrażnień.

Trzecia maska to MIYA 5-minutowa maseczka oczyszczająca z kompleksem [5% kwas azelainowy + glicyna]. Czy ja mogłam przejść obojętnie obok maski z kwasami? Oczywiście, że nie! Uwielbiam jak kwasy działają na moją skórę, a takie dopasowanie składników aktywnych sprawia, że maska oczyszcza, zmniejsza widoczność porów i likwiduje niedoskonałości. Świetnie sprawdzi się u osób o każdym typie cery, także trądzikowej i wrażliwej.

Ostatnie 3 produkty to maseczki marki The Body Shop. Maski tej marki lubię od lat i z racji, że wykończyłam moje poprzednie zapasy, sięgnęłam także po nowość marki - Nicaraguan coffee intense awakening mask, czyli Rewitalizującą maskę do twarzy z ziarenkami kawy. Kosmetyk pachnie bosko - oczywiście, gdy wyczuję zapach kawy, jestem już w połowie kupiona! Ale jej właściwości także są niczego sobie! Maska działa energetyzująco, rozgrzewająco. Oczyszcza, ale nie przesusza. Wygładza i pobudza skórę. Po jej użyciu skóra staje się wypoczęta i wygładzona. To produkt niezwykle uniwersalny.

Kolejna propozycja to Himalayan charcoal purifying glow mask, czyli Oczyszczająca maska do twarzy z węglem himalajskim. Ta maska bardzo intensywnie i dogłębnie oczyszcza oraz detoksykuje. Zmniejsza widoczność porów i redukuje wydzielanie sebum. Polecam ją osobom, które szukają mocnego oczyszczenia.

Ostatnia maska The Body Shop to British Rose fresh plumping mask, czyli Odświeżająco-kojąca maska do twarzy z płatkami róż. Ma lekką, żelową konsystencję. Działa kojąco, odświeżająco, rozjaśniająco. Po jej użyciu skóra staje się miękka, wypoczęta i nabiera zdrowego blasku. To propozycja dla każdego, ale spodoba się także osobom o skórze delikatnej i wrażliwej.

Tonik do twarzy Phenome Benton Mokosh

Uff, dotarliśmy wreszcie do końca tego wpisu! Dajcie znać jak wygląda Wasza schemat podstawowej, codziennej pielęgnacji i jakie kosmetyki Wy lubicie stosować najbardziej. A może testowaliście już któryś z produktów, które Wam tu dzisiaj pokazałam? Piszcie w komentarzach, jestem ciekawa Waszych poleceń.