Obsługiwane przez usługę Blogger.

NOWOŚCI W MOJEJ PIELĘGNACJI

Makijaż zajmuje ważne miejsce w moim życiu, ale pielęgnacja także jest dla mnie niezwykle istotna. Bez dobrej pielęgnacji nie ma szans na świetny makeup. Stąd już jakiś czas temu postanowiłam Wam pokazywać więcej pielęgnacji. Tym razem garść nowości.


3 produkty ze zdjęcia przyjechały wraz ze mną ze spotkania w stylu azjatyckim, czyli Hello Asia vol. 4. Zorganizowała je fanka pielęgnacji azjatyckiej - Patrycja Interendo
Pierwszy z nich to nawilżające płatki do twarzy Rose moisture pad marki Commleaf ze sklepu Korean Unicorn. Zawierają wodę różaną i ekstrakt z propolisu. Przyznam, że po tych kilku użyciach wzbudziły we mnie pozytywne odczucia. Wstawiłam je do lodówki, dzięki czemu efekt chłodzenia dodatkowo uprzyjemnia ich stosowanie. Oczywiście, wrócę do Was z pełną recenzją po dłuższym czasie używania.


Kolejny produkt to Beauty Essence marki Son & Park. To produkt, który jest wielofunkcyjny. Tonizuje, oczyszcza, delikatnie złuszcza i nawilża. Odpowiadają za to ekstrakty z kory wierzby, papai, lawendy i owoców pomarańczy. Posiada pH 4,5. Na ogół do produktów wielofunkcyjnych podchodzę z bardzo dużym dystansem, ale recenzjom Patrycji ufam. Pierwsze wrażenie po jej użyciu jest pozytywne, ale na dłuższą recenzję musicie chwilę poczekać.


Trzeciego kosmetyku z kolei jeszcze nie używałam. To Rohto Skin Aqua tone up essence mint green, który jest filtrem przeciwsłonecznym o właściwościach tonujących. Bardzo się cieszę, że dostałam filtr, ponieważ chcę nagrać film i zrobić wpis o moich ulubionych filtrach do twarzy, szczególnie dla osób z problematyczną lub tłustą skórą - a o dobry filtr dla takich typów skóry wcale tak łatwo nie jest.
Skoro mowa o filtrach to drugim nowym tego typu produktem jest Sunblocker Berry Essence marki Borntree, który z kolei zamówiłam na stronie unicornshop.pl jeszcze w tym samym dniu, w którym wróciłam z Hello Asia. Potestuję te filtry i będę się z Wami dzieliła wrażeniami na ich temat.


Marka Dr. Jart+ jest niezwykle znana i dostępna także w naszej polskiej Sephorze. Od jakiegoś czasu chodził za mną krem z ceramidami. Jak wiecie, ja regularnie stosuję preparaty o działaniu regulującym (kwasy, retinoidy). Z tego względu czuję potrzebę odpowiedniego dbania o skórę w tym czasie. Krem w sprayu Ceramidin od razu przykuł moją uwagę. Taka formuła jest lekka, nieobciążająca. A uwierzcie mi, że tłustą skórę bardzo łatwo obrzucić nadmiarem wszystkiego, co skutkuje jej buntem i niezbyt świeżym i zdrowym wyglądem. Formuła podoba mi się niezwykle, więc podkładam w tym produkcie duże nadzieje.



Ostatni kosmetyk ze zdjęcia to krem, który Wroobela pożyczyła mi do testów. To krem balancing cream marki Omorovicza. Krem ma bardzo lekką formułę, ale przy tym całkiem fajnie nawilża. Może spodobać się osobom o skórze skłonnej do przetłuszczania i takiej, która nie toleruje zbyt mocno obciążających preparatów. Wroobela ma skórę skłonną do przetłuszczania, ale u niej ten krem się zbytnio nie sprawdził. gdyż jej skóra potrzebuje jednak czegoś silniejszego. U mnie ten krem na razie się sprawdza, ale zastanawiam się czy jest on wart aż 450 zł! Potestuję go jeszcze i zobaczymy jak moja skóra będzie na niego reagować przy dłuższym stosowaniu.


Jak widać naszej nowej małej kici nowości przypadły do gustu. A u Was pojawiły się ostatnio jakieś nowości z kategorii pielęgnacją?

JAK CZĘSTO ROBICIE DOMOWE SPA Z MASECZKAMI W ROLI GŁÓWNEJ?

Komu nie zdarza się zaginąć w wirze obowiązków i zapomnieć o regularnym stosowaniu masek do twarzy? Jestem pewna, że wiele osób ma ten problem. Ale ja dziś chcę Was przekonać, że maseczkowanie to jedna z form pielęgnacji, która wcale nie wymaga poświęcania dużej ilości czasu.

GLAMGLOW Gravitymud firming treatment

Wiecie, że podczas noszenia maseczki wcale nie musicie leżeć i pachnieć? 

Nie no, oczywiście, że możecie! Ale jeśli nie macie tyle wolnego czasu to po zaaplikowaniu maski z powodzeniem możecie latać i wykonywać domowe obowiązki! Czyż to nie jest oszczędność czasu?

GLAMGLOW Gravitymud firming treatment

W dzisiejszym wpisie główna rola przypada maseczce Glamglow gravitymud firming treatment, ale możecie użyć dowolną maskę jaką macie w domowym zaciszu. Ta z Glamglow jest o tyle ciekawa, że jest to produkt typu peel-off, dzięki czemu odchodzi w praktycznie jednym płacie. A to pozwala zaoszczędzić czas na jej zmywaniu. 


GLAMGLOW Gravitymud firming treatment

Glamglow gravity mud firming treatment to maseczka wygładzająca, ujędrniajaca i napinająca. Świetnie sprawdzi się u osób ze skórą dojrzałą. Akurat ta moja limitowanka ma różowy kolor, ale w regularnej sprzedaży dostępna jest wersja srebrna. Jedyny jej minus to zapach, który nie każdej osobie przypadnie do gustu.

GLAMGLOW Gravitymud firming treatment


Domowe spa warto robić chociaż 1x w tygodniu. 


Polecam wtedy skupić się na dokładnym demakijażu i oczyszczeniu skóry, zrobieniu peelingu. Jeśli nie macie czasu na obszerny rytuał to spróbujcie chociaż nałożyć maskę o działaniu oczyszczająco-nawilżającym. Maseczki to produkty dosyć niedoceniane - częściej chcemy wydać więcej na dobry krem, a o masce zapominamy, Tymczasem takie produkty naprawdę potrafią w szybkim czasie wspomóc naszą pielęgnację na tyle, że będziemy zadowoleniu ze stanu naszej skóry wcześniej, niż się tego spodziewaliśmy. Dajcie znać jak często sięgacie po maski i jakie są Waszymi ulubionymi?

WIĘCEJ TO ZAWSZE LEPIEJ? 5 ZASAD JAK ZYSKAĆ KONTROLĘ NAD ILOŚCIĄ KOSMETYKÓW

Ostatnio zauważyłam, że bardzo popularne w sieci jest posiadanie ogromnych kolekcji kosmetyków. Jako blogerka, vlogerka i makijażystka mam i wręcz muszę mieć więcej produktów i akcesoriów niż inni, ale mam ich wcale nie aż tak dużo jak by się mogło wydawać. Przez te parę lat mojej pracy kręcącej się wokół kosmetyków naszły mnie pewne refleksje.




Czy warto mieć multum kosmetyków, które po otwarciu szuflady dosłownie się z niej wylewają? Jeśli wszystkie z nich używamy, są nam potrzebne lub lubimy je kolekcjonować to czemu nie? Ale jeśli codziennie sięgamy wyłącznie po kilka produktów, a reszta leży i się marnuje to czy nie warto się nad tym zastanowić?




CZY ILOŚĆ = JAKOŚĆ?


Nie! Ilość nie świadczy o jakości. Można mieć multum kosmetyków, a tak naprawdę nie mieć rzeczy niezbędnych. Bardzo często tak się dzieje z ubraniami - szafa pełna, a nie ma się w co ubrać. Znacie to? 


CZY WYSOKA CENA = JAKOŚĆ?


Nie zawsze wysoka cena świadczy o jakości kosmetyku. Dodatkowo, pojęcie "wysoka cena" jest kwestią indywidualną - dla jednej osoby wydanie 50 zł na dany produkt to problem, a druga ot tak sypnie z rękawa 250 zł.
Istnieje pewna grupa produktów, na które warto wydać więcej. Ale nie znaczy to, że nie da się znaleźć tańszych i równie dobrych kosmetyków. Na pewno niebawem napiszę na blogu na jakich produktach można zaoszczędzić, a na jakie warto wydać więcej. 




ZYSKAJ KONTROLĘ NAD ILOŚCIĄ KOSMETYKÓW

1. pogrupuj produkty na kategorie i wybierz te, które lubisz, a te, które się u Ciebie nie sprawdziły podaruj mamcie/siostrze/przyjaciółce/koleżance
2. znajdź dla swoich podopiecznych odpowiednie miejsce tak, aby mieć do nich łatwy dostęp
2. sprawdzaj daty przydatności produktów i regularnie pozbywaj się tych przeterminowanych
4. zanim kupisz coś nowego sprawdź czy nie masz już jakiegoś produktu z tej samej kategorii w zapasie (uważaj na promocje typu kup 10 sztuk wtedy wydasz mniej - nie zawsze jest to takie korzystne)
5. zanim kupisz nowy produkt sprawdź w internecie jego cenę i opinie na jego temat




Moje zasoby kosmetyczne w przeciągu paru lat znacznie się zmniejszyły, dzięki czemu poczułam znaczną ulgę, że nie gromadzę rzeczy niepotrzebnych. Nadmiary kosmetyków lub takie produkty, które się u mnie nie sprawdziły, rozdaję dalej. Dzięki temu nie mam poczucia, że wyrzucam dobre rzeczy i łatwiej jest mi się z nimi pożegnać (to dobra rada szczególnie dla osób o typie chomika). Teraz jestem na takim etapie, że zdenkowanie produktu lub jego oddanie/wyrzucenie sprawia mi radość i nie mam problemu z rozstaniem się z rzeczami, których nie potrzebuję. I dzięki temu mam więcej przestrzeni i łatwiej jest mi znaleźć dane produkty bez konieczności przebijania się przez gąszcz innych.

METAMORFOZA MOICH WŁOSÓW, CZYLI KONIEC SIANA NA GŁOWIE!

Włosy to dla mnie bardzo ważny element kobiecego piękna. Nawet najdłuższe, ale niezbyt zadbane włosy nie będą prezentować się tak cudnie jak krótsze, ale zdrowe włosy. Co zrobiłam, że udało mi się wyjść ze stanu siana na głowie? Odpowiedź znajdziecie w dalszej części wpisu oraz w zamieszczonym filmie.




Moje zdecydowane guru włosowe to wiedza Agnieszki Niedziałek, polecam Wam jej kanał, bo przekazuje informacje w tak przyjemny sposób, że chłonie się je jak gąbka.

Wpadajcie na włosowy kanał Agnieszki: https://bit.ly/2xq75lF

Lista produktów, po które sięgam w obecnej pielęgnacji: - Szampon Petal Fresh tea tree: https://bit.ly/2JNxal9 - Szampon Catzy wersja oryginalna: https://bit.ly/2YyyZpZ - Maska Garnier papaya: https://bit.ly/2VKPJgU - Maska Garnier banana: https://bit.ly/2JLWLdZ - Odżywka Yope fresh grass: https://bit.ly/2HxOcAR - Odżywka Yope mleko owsiane: https://bit.ly/2WbZ54O - Serum Garnier Fructis miraculous oil: https://bit.ly/2WS2jay - Serum/kryształki Insight: https://bit.ly/2LRwduN - Peeling Vis Plantis: https://bit.ly/2VydELA - Wcierka Banfi Hajszesz: https://bit.ly/2yv15a3 - Mieszanka olejów Orientana ajurwedyjska terapia do włosów - Żel aloesowy: https://bit.ly/30rtOtU, https://bit.ly/2Q9dCJ3 - Suchy szampon Batiste divine dark: https://bit.ly/2JJxUrr - Spray dodający objętości Batiste: https://bit.ly/2EccGi3 - Lakier Kevin Murphy session.spray: https://bit.ly/2QclERl - Preparat wygładzający i chroniący przed temp. Kevin Murphy smooth.again: https://bit.ly/2VI1vIV - Spray chroniący przed temp. Babyliss: https://bit.ly/30uo4iQ - Grzebień drewniany The Body Shop: https://bit.ly/2VzntsK - Tangle Teezer - nie do typowego czesania! - Okrągła szczotka Frank Provost, ale polecam Olivia Garden: https://bit.ly/2HnzQEm

Informacje na temat poszczególnych etapów pielęgnacji oraz sposobów stosowania danych produktów i akcesoriów znajdziecie w poniższym filmie.


Obecnie jestem bardzo zadowolona ze stanu moich włosów, aczkolwiek planuję dalej na nie chuchać i dmuchać po to, żeby stały się zdrowsze, gładsze i przede wszystkim bardziej gęste (niestety przerzedzanie się mam zapisane w genach). Będę dalej dzielić się z Wami wszelkimi postępami, które mam nadzieję, że zmotywują Was do poświęcenia włosom trochę więcej uwagi, bo na efekty naprawdę warto czekać.

MAKIJAŻ - MATOWE FIOLETY & BŁYSZCZĄCE USTA

Jakiś czas temu postanowiłam dodawać więcej postów z makijażami. Dziś czas na matowy makijaż i to w modnych w tym sezonie fioletach.



Podkład to Fenty Beauty Pro Filt'r Foundation w odcieniu 140. Zamiast bazy na skórę wleciał mocno nawilżający krem waterburst marki Glamglow. A puder, który odpowiada za jednoczesne utrwalenie, zmatowienie i rozświetlenie skóry, to Arbonne Translucent loose setting powder. Nie byłabym sobą gdybym nie wplotła w ten makijaż trochę błysku. Rozświetlona skóra twarzy, dekoltu i ramion świetnie komponuje się z matowymi cieniami na oczach. Rozświetlacz c-pop Becca to mój pewniak - genialnie wtapia się w skórę i nie daje efektu pudrowości. To mój pewniak.


Do wykonania makijażu oka użyłam cieni Huda Beauty New nude i Affect pure passion. Te palety stały się w szybkim czasie moimi hitami w kufrze! Klientki uwielbiają takie kolory! 

I pomyśleć, że na początku (po pomacaniu testera w Sephorze) myślałam, że paleta Hudy jest kiepska - achh, wstyd!

A, i moje nowe odkrycie to kępki marki Clavier. Mają mocniejszy skręt, dzięki czemu wyglądają naturalnie. Pięknie otwierają oko.



Podkład to Fenty Beauty Pro Filt'r Foundation w odcieniu 140. Zamiast bazy na skórę wleciał mocno nawilżający krem waterburst marki Glamglow. A puder, który odpowiada za jednoczesne utrwalenie, zmatowienie i rozświetlenie skóry, to Arbonne Translucent loose setting powder. 
Aby nie stworzyć zbyt ciężkiego looku na ustach wylądowała nude konturówka z Wibo i błyszczyk Fenty Beauty w odcieniu fenty glow. Cudo!




Taki makijaż będzie pasował i podkreśli każdy kolor tęczówki. To idealna propozycja na większe wyjścia. Dzięki stopniowemu pogłębianiu kolorów bez przesadnego dokładania czerni, wcale nie tworzy wrażenia zbyt ciężkiego makijażu.
Dajcie znać czy skusilibyście się na makijaż w kolorze?

PULANNA CAVIAR&DIAMOND - KREM DO TWARZY O NIECODZIENNEJ FORMULE

Szata graficzna i formuła tego kremu przyciąga od pierwszego wejrzenia. A jakie jest tego działanie? Tego dowiecie się w dalszej części wpisu.



Krem otrzymałam go do testów w dużej paczce z pielęgnacją twarzy i ciała od Drogerii Jaśmin. Krem do twarzy Pulanna Caviar&Diamond (60 g, ok. 60 zł) to produkt przeznaczony dla osób ze skórą dojrzałą, z oznakami starzenia lub zmęczoną, poszarzałą.

Preparat został zamknięty w szklanym słoiczku ze złotą nakrętką i biało-złotymi napisami. Wygląda niezwykle elegancko. W pudełku oprócz kremu znajduje się plastikowa łyżeczka. Umożliwia ona nabranie odpowiedniej ilości preparatu, a przy okazji sprawia, że aplikacja staje się higieniczna - o czym bardzo często zapominamy. Oczywiście, o ile za każdym razem będziemy myć i dezynfekować łyżeczkę.




Formuła kremu jest wyjątkowa. Kuleczki zawieszone w żelu to cecha charakterystyczna produktów marki Pulanna. Czy to rozwiązanie nie robi na Was wrażenia? Ja dosłownie pochłaniam ten krem wzrokiem. 


Ale, od walorów estetycznych, ważniejsza jest zawartość opakowania. I po dłuższym czasie testowania tego kremu mogę ze spokojem Wam powiedzieć, że jest to produkt, który bardzo polubiłam. W składzie znajdują się składniki działające przeciwzmarszczkowo, nawilżająco i pobudzająco (ekstrakt z kawioru, kompleks peptydowy, pył diamentowy, wyciąg z żeń-szenia, kwas hialuronowy, kofeina).




I mogłoby się wydawać, że 30-letnia skóra tłusta i taki krem nie idą w parze. Nic bardziej mylnego. 


Dzięki lekkiej, żelowej formule, produkt świetnie się aplikuje i bardzo dobrze wchłania. Skóra staje się nawilżona i lekko napięta. Krem zostawia bardzo lekki film, który pozwala zachować nawilżenie na dłużej. Równie dobrze sprawdza się aplikowany pod makijaż.



Myślę, że ten krem polubią szczególnie osoby ze skórą skłonną do przesuszania, zmęczoną, z oznakami starzenia. Jeśli śledzicie mojego bloga to wiecie, że ja szukam kosmetyków działających przeciwzmarszczkowo, ale takich, które jednocześnie mojej tłustej skóry nie będą obciążały. Bardzo ważne jest też dla mnie aby preparat bardzo dobrze nawilżał, co niezwykle pozytywnie wpływa na moją skórę. Ten krem to robi. Dla posiadaczy skóry bardzo suchej i mocno dojrzałej może być niewystarczający, wtedy radziłabym sięgnąć po serię Silk Peptide.

MAKIJAŻ - PIEGI W POMARAŃCZACH

Chciałabym pokazywać tu więcej makijaży, stąd pomysł na takiego makijażowego posta. 


Bardzo lubię, gdy zdjęcia oddają stan faktyczny i nie są przerobione tak, że zdjęcie jest rozmazane, a faktura skóry wcale skóry nie przypomina. 

Nie mam nic przeciwko dobrym i potrzebnym ingerencjom w programach graficznych, ale czasami jest to zbyt przesadne, więc mam nadzieję, że takie fotki tylko ze zmianą kontrastu, nasycenia i kolorów Wam się spodobają.


Bazę makijażu stworzyłam za pomocą kremu Glamglow glowstarter nude i płynnego rozświetlacza Becca skin perfector w wersji opal.


Na zdjęciach widzicie jak prezentuje się na mojej twarzy podkład Fenty Beauty Pro Filt'r w odcieniu 140 wraz z pudrem tej marki. Korektor to jeden z moich drogeryjnych pewniaków, czyli Maybelline instant anti-age w odcieniu 07 sand. Do tego dwa bronzery Sun stalk'r instant warmth bronzer, również Fenty - poczytacie o nich TUTAJ. Na policzkach wylądował ukochany róż sweetherats blush sparkling bellini od Too Faced. Dla zwieńczenia całości oczywiście rozświetlacz Anastasia Beverly Hills Amrezy.



Cienie to Huda Beauty Obsessions coral, a błyszczące cudo w wewnętrznych kącikach to cień w kremie Wibo mood (cudo!). Brwi podkreśliłam pomadą Anastasia Beverly Hills w kolorze ebony. Piegi wykonałam żelem do brwi Catrice semi-permanent brows.


Z makijażem ust nie szalałam, obrysowałam je i wypełniłam konturówką w odcieniach nude marki Wibo.



FENTY BEAUTY BY RIHANNA Sun Stalk'r Instant Warmth Bronzer - hit czy kit?

Fenty Beauty by Rihanna Sun Stalk'r Instant Warmth Bronzer to piąty kosmetyk tej marki, który posiadam w mojej makijażowej kolekcji. 

Nie będę owijać w bawełnę i powiem prosto z mostu - ten produkt skradł moje serce już po pierwszym użyciu. Za co go pokochałam? Tego dowiecie się w kolejnej części wpisu.

FENTY BEAUTY BY RIHANNA Sun Stalk'r Instant Warmth Bronzer shady biz


Fenty Beauty by Rihanna Sun Stalk'r Instant Warmth Bronzer (6,23 g, 135 zł) kupicie tutaj.

Występuje on w 8 kolorach. Ja skusiłam się na wersję Shady Biz. To ciepły odcień brązu, ale bez brzydkiego, ceglastego wykończenia. W ofercie znajdziecie jeszcze jeden jaśniejszy i chłodniejszy kolor o nazwie Inda Sun (ten fajnie sprawdzi się do delikatnego konturowania, ale bez fioletowych, sinych tonów). Oczywiście osoby o bardzo jasnej karnacji będą chciały wiedzieć czy ten odcień będzie dla nich dobry - jeśli jesteście na poziomie najjaśniejszego podkładu CS z Revlonu to polecam wybrać Inda Sun. Jeśli bliżej Wam do 150 to myślę, że i jeden i drugi kolor się u Was sprawdzi (w zależności od tego jakiego efektu oczekujecie).


FENTY BEAUTY BY RIHANNA Sun Stalk'r Instant Warmth Bronzer shady biz

Powiem Wam szczerze, że od jakiegoś czasu coraz rzadziej sięgam po typowo chłodne, sine, a czasami wręcz grobowe odcienie pudrów do konturowania. Oczywiście, nie jestem także fanką pomarańczowo-ceglastych placków, ale coś pomiędzy to naprawdę fajne i... kobiece rozwiązanie!

Jednym produktem jesteśmy w stanie delikatnie podkreślić rysy twarzy i jednocześnie troszkę ocieplić skórę. Uwierzcie mi, że wygląda to ultra-kobieco. Mocne, wyraziste, bardzo chłodne konturowanie zostawmy na sesje zdjęciowe, na co dzień nie ma potrzeby sięgać po tak wyraziste produkty.


FENTY BEAUTY BY RIHANNA Sun Stalk'r Instant Warmth Bronzer shady biz

Za chwilę dowiecie się więcej o formule tego produktu, ale muszę także zwrócić Waszą uwagę na to cudne opakowanie - chociaż myślę, że już to zrobiliście sami. Czyż nie jest piękne? To pytanie wcale nie jest retoryczne, bo już słyszę w głowie Wasze szepty świadczące, że Wam się podoba. Jedyny minus? Odbijają się na nim odciski palców, ale wystarczy kilka ruchów chusteczką i problem znika.

FENTY BEAUTY BY RIHANNA Sun Stalk'r Instant Warmth Bronzer shady biz

Formuła bronzera jest fantastyczna! Rozciera się jak masło. Kosmetyk jest pudrowy, ale nie pyli się. Świetnie się przyczepia, ale nie tworzy plam ani smug. Można nakładać go warstwowo w zależności od tego, jaki efekt chcemy uzyskać - warstwy bardzo ładnie się ze sobą łączą nie tworząc prześwitów. 

FENTY BEAUTY BY RIHANNA Sun Stalk'r Instant Warmth Bronzer shady biz  & FENTY BEAUTY BY RIHANNA Pro Filt'r Soft Matte Longwear Foundation

Podsumowując, Sun Stalk'r Instant Warmth Bronzer to genialny kosmetyk zarówno dla makijażystów, jak i amatorów. A na powyższym zdjęciu widzicie również podkład od Fenty Beauty i obecnie go testuję, więc niebawem będziecie mogli spodziewać się także testu podkładu od Riri.
Dajcie znać czy ten bronzer Was zainteresował. A może polecacie mi jakiś inny produkt tej marki?

Spersonalizowana pomadka? Od dziś to możliwe! Czyli moja wizyta w Lip Lab w Warszawie

Wiecie, że istnieje w Warszawie miejsce, w którym możecie dobrać idealną pomadkę? Otóż takie miejsce istnieje i jest nim warszawski Lip Lab.

Lip lab szminka

Miałam ogromną przyjemność to miejsce odwiedzić dzięki portalowi PrezentMarzeń, który jest skarbnicą świetnych i nietypowych pomysłów na prezent, które możecie podarować komuś, ale możecie tam znaleźć również mnóstwo atrakcji dla siebie. 

Byłam niezwykle uradowana gdy otrzymałam propozycję przetestowania takiej atrakcji, gdyż jako blogerka, vlogerka i makijażystka po prostu uwielbiam nowinki makijażowe.

Lip lab szminka

Koszt 1 lip experience to 150 zł. Pracownia Lip Lab mieści się centrum Warszawy (blisko Nowego Światu)  przy ul. Juliana Bartoszewicza 11. Jak widzicie na powyższych zdjęciach miejsce jest cudne! Utrzymane w nowoczesnym, kobiecym, ale nie przesłodzonym stylu. I ta odjechana kanapa w kształcie ust! Zwracam uwagę na pięknie zaprojektowane pomieszczenia, a to zdecydowanie do nich należy.


Lip Lab szminka prezent marzeń

Przywitała mnie przemiła Pani Magda, która poprowadziła mnie w tej przygodzie. Na początku otrzymałam ankietę medyczną, której wypełnienie i podpisanie jest bardzo ważne. Następnie Pani Magda zdezynfekowała moje ręce (cieszę się, że kwestie higieny dla wielu osób są tak ważne) i mogłyśmy przejść do speelingowania ust i nałożenia maseczki amerykańskiej marki Sara Happ (istnieje możliwość kupienia ich na miejscu). Produkty pachniały cudnie. Z racji, że ja regularnie sięgam po peelingi do ust, trudno jest mnie zaskoczyć. Natomiast maska do ust z glinką to już coś zaskakującego. Dobrze nawilżyła usta, bez tłustego filmu. Bardzo ciekawy produkt.


Sara Happ

Oczywiście, jak to na mnie przystało, miałam dylemat natury iście kobiecej - jaki kolor i jaką formułę pomadki wybrać? W ofercie dostępne są błyszczyki, pomadki w sztyfcie i pomadki płynne. 

Po konsultacji stwierdziłam, że postawię na pomadkę klasyczną o wykończeniu matowo-satynowym. A kolor? Kusił mnie jakiś odjechany róż, ale zależało mi na codziennej możliwości noszenia szminki, a jednak odcienie nude są zdecydowanie najepszym wyborem. Poza tym... ja wiem, że kochacie pomadki w takich odcieniach! Oczywiście, z myślą także o Was, chciałam postawić właśnie na coś uniwersalnego i wybrałam nude, ale przełamany nutą różu. Idealny na wiosnę i lato. I jaki to kolor? Zobaczycie w dalszej części wpisu.


Lip lab szminka

A tak wyglądała moja pomadka w trakcie tworzenia. Te niepozorne kolorowe krople to barwniki, które zmieszane w odpowiedniej proporcji, stają się naszą pomadką. Wybrałam pomadkę w kolorze zbliżonym do moich ust, ale z orzeźwiającą nutką różu, którą nawet mogłabym określić jako intensywny.


Lip lab szminka


Poniżej możecie zobaczyć jak wiele pigmentów i innych ciekawych dodatków (o których zaraz Wam opowiem) mamy do wyboru.

Lip lab szminka

Oprócz koloru, kolejnym etapem jest wybór zapachu i smaku! 

Ach, wąchałam i wąchałam i wybrałam zapach kawy, a smak wiśni zatopionej w nucie alkoholu. Te dwa aromaty zagrały ze sobą znakomicie.


Lip lab szminka

Do formuły dorzuciłyśmy także odrobinkę błyszczących pigmentów, które sprawiają, że pomadka na ustach wygląda naturalnie.


Lip lab szminka

Następnym krokiem było zaakceptowanie wybranej formuły, wykończenia, smaku i zapachu pomadki. 

Pani Magda przelała pomadkę do odpowiedniej formy, następnie wstawiła ją do urządzenia wypiekającego. Miałam do wyboru dwa kolory opakowań - srebrne lub czarne. Wybrałam czarne, bo lubię gdy kosmetyki zamknięte są w czarnych opakowaniach.


Lip lab szminka

A tak prezentowała się na moich ustach pomadka, a właściwie jeszcze nie pomadka (tylko moja pomadkowa papka), bo gotową szminkę można użyć dopiero po 24h od jej stworzenia.



Lip lab szminka

Kolor tej pomadki jest świetny - to taki nudziak z lekką nutą różu i brzoskwini. Na koniec otrzymałam karteczki z informacjami i pomadce oraz drugą, z odbiciem własnych ust, Kolejnym bajerem jest to, że stworzoną pomadkę możemy nazwać tak, jak chcemy.


Lip lab szminka

Moja otrzymała miano Wiśni w torcie. Nazwa iście poetycka, ale nic lepszego nie przyszło mi w tamtym momencie do głowy. Lubię wiśnie i tort kawowy, więc gdy tak myślę, to nazwa jest całkiem adekwatna.


A tu możecie zobaczyć moją pomadkę w całej okazałości. Tak prezentuje się opakowanie zewnętrzne.

Lip lab szminka

A tak środek. Już nie mogłam się doczekać aż będę mogła ją użyć. Tym bardziej, że zależało mi na jednoczesnym wpleceniu do tego wpisu moich wrażeń ze stosowania szminki. No bo co to by była za recenzja bez takich informacji? Dla mnie jakość produktu jest tak samo ważna jak poziom atrakcji podczas wizyty w Lip Lab.


Lip lab szminka

Testowałam moją Wiśnię w torcie na tyle długo, że mogę powiedzieć, że jest to jedna z ciekawszych formuł, jakie mam w swojej kolekcji. Tak, jak wspomniałam wcześniej, pomadka ma matowo-satynowe wykończenie (w ofercie Lip Lab nie znajdziemy pomadki o właściwościach ściągających i wręcz mordujących usta, więc chwała im za to!). W żadnym wyrazie nie wysusza ust i nie daje efektu rodzynek, co sprawia, że jest idealną propozycją do stosowania na co dzień.

Lip lab szminka

Ale... z powodzeniem możemy jej także używać na wyjścia, ponieważ jej formuła zostawia na ustach kolor niczym tint. Dzięki temu nie ma w tym przypadku sytuacji, że usta pozostają totalnie saute. Oczywiście, nie jest to pomadka nie do zdarcia, wymaga reaplikacji w ciągu dnia, ale dokładanie nie wpływa negatywnie na jej wygląd.

Lip lab szminka

Tak prezentuje się na moich ustach moja Wiśnia w torcie. Zdjęcie zostało zrobione w świetle dziennym. Jestem zachwycona tym kolorem i już wiem, że na pewno zobaczycie mnie w nim w filmach na yt oraz na instastories,


Lip Lab

Podsumowując, bardzo się cieszę, że mogłam wybrać się do Lip Lab i na własne usta przekonać się czy warto skorzystać z takiej atrakcji. Zupełnie szczerze powiem, że naprawdę warto! 

Wiecie dlaczego? Dlatego, że w takim miejscu otrzymujemy nie tylko rzecz, którą potem możemy wykorzystywać przez długi czas. ale też fajne wspomnienia. A prezenty, które łączą wrażenia, emocje i w dodatku są trwałe, są najlepszymi podarunkami, jakie możemy komuś wręczyć.


Lip lab

Prezentmarzeń to świetne miejsce jeśli chcecie przeżyć wspaniałe, niezapomniane chwile. 

I nie martwcie się jeśli nie jesteście z Warszawy, marka w ofercie posiada mnóstwo atrakcji także dla całej Polski. Na pewno znajdziecie coś dla siebie, a gdybyście byli w Warszawie i kochacie makijaż to polecam z całego serca wykonanie projektu szminki lub błyszczyka, bo warto!