Obsługiwane przez usługę Blogger.

GRUBA. ILE RAZY TO SŁYSZAŁAŚ? A CZY WIESZ, ŻE WTEDY TEŻ MOŻESZ ROBIĆ FAJNE RZECZY?

Jestem gruba - wymawiałyście do siebie już kiedyś te słowa? "Jesteś gruba" - znacie to określenie tak dobrze, że śni Wam się po nocach? Zastanawiacie się jak bardzo siebie za to nienawidzisz? Jeśli tak, to pomyślcie jak bardzo przejmujecie się opinią innych i na ile ważna jest ona dla Was.


Od razu powiem dlaczego postanowiłam poruszyć na blogu taką tematykę. Piszecie do mnie wiadomości prywatne i pytacie o radę jak pokochać siebie. To zmotywowało mnie do podjęcia tego tematu. Na pewno nie wyczerpię go w całości, ale podzielę się z Wami moimi spostrzeżeniami na ten temat. Jeśli pomoże to chociaż jednej osobie to będę z tego powodu szczęśliwa. Nie jestem jakimś coachem, psychologiem, ani terapeutą. Nie znajdziecie tu porad rodem z "super mądrych" książek przepełnionych pseudonaukowym bełkotem. Jako osoba, która trafia do pewnej liczby osób dzięki prowadzeniu bloga, kanału na youtube i profilu na instagramie, i która od dziecka zmaga się ze sporą ilością dodatkowych kilogramów (złożyły się na to różne przyczyny, ale nie będę tego tutaj omawiać), myślę, że mogę wtrącić tutaj swoje trzy grosze. Zdjęcia, które widzicie, to foty zrobione jakiś czas temu na potrzeby marki odzieżowej. Postanowiłam do nich wrócić dlatego, że w pełni pokazują moją figurę.

Na wstępie chciałabym zaznaczyć i wyprzedzić pewne osoby, które mogą zarzucić mi chęć promowania otyłości i nadwagi, bo to teraz takie modne. Nie, kompletnie nie o to mi chodzi. Dla osób grubych szczególnie ważne powinno być unormowanie życia i diety na tyle, żeby móc cieszyć się pełnym zdrowiem. Ale równie dobrze wiem, że nie jest to niekiedy takie proste, jak się wydaje.

Pstrykanie palcami nie działa. I nie każdy wysiłek przynosi rezultaty. Mimo to, warto dbać o siebie pod każdym względem, nawet jeśli jest to trudne i efektom daleko do tempa geparda. Ślimaki także są ok. 

Jeśli mamy te kwestie już wyjaśnione, mogę przejść dalej.


Wiem co to znaczy usłyszeć słowo "gruba". Słyszałam to wiele razy. I wiecie co? Usłyszę to zapewne jeszcze nie jeden raz. Ale... Mam w domu lustro! Mam wagę, centymetr, miarę, a od biedy nawet kawałek sznurka i linijkę. Każda z tych miar prawdę mi powie. Już dawno przeszłam etap uświadamiania, a mam wrażenie, że niektórzy nagle odkryli informację o mojej wadze niczym Kolumb Amerykę. Tak, dobrze jest posiadać wiedzę na temat rozmiaru ubrań, jakie się nosi (nota bene, dziewczyny, błagam Was, nie sięgajcie jedynie po wielkie wory na ziemniory o kroju a'la gruba Kaśka nad Wisłą; dobrze dopasowane, fajne ciuchy naprawdę dobrze robią większym osobom).
A tak serio, czy to słowo coś zmienia? To tylko słowo. Fakt, jest nacechowane negatywnie, ale jeśli ktoś w Waszym towarzystwie lub w internecie używa go do dosrania Wam to wiecie co najłatwiej i najlepiej zrobić?

Odpowiedź jest niezwykle prosta - olać to. To świadczy tylko o braku wychowania tej drugiej osoby. Jeśli jest ona tak żałosna i niewychowana to czy serio chcecie brać pod uwagę jej opinię?

Myślę, że odpowiedź już znacie. Pamiętajcie też, że to działa w drugą stronę - wyzywanie innych od chudych i anorektyczek też nie jest fajne. I takie osoby również mogą poczuć się dotknięte.

Czy wiecie, że nawet będąc grubym można robić fajne rzeczy i być z siebie dumnym? 
Można! 

Nie warto patrzeć na swoją wartość jedynie poprzez pryzmat rozmiaru ubrań, jaki się nosi. Takie same kompleksy, takie same problemy z samooceną i samoakceptacją mogą mieć osoby o wadze 150 kg, jak i te ważące 50 kg. Nie wierzycie? To pogrzebcie w internecie, porozmawiajcie ze znajomymi. Takich osób jest wiele. Tymczasem wszyscy powinniśmy się cieszyć każdymi naszymi osiągnięciami, nawet małymi (otrzymanie fajnej oferty pracy, awansu, nauczenie się gry na instrumencie, upieczenie super ciasta, odkrycie nowego sposobu na walkę z plamami na ubraniach, nie zabicie nowego kwiatka po tygodniu od jego otrzymania czy wiele innych, fajnych rzeczy). Powinniśmy się cieszyć z każdej naszej cechy, bo każda z nich nas definiuje i nawet jeśli przez innych oceniania jest jako negatywna (nie jest standardową cechą wymienianą wszędzie, typu: otwartość, przebojowość, atrakcyjność itp.) to w nieoczekiwanych momentach może naprawdę okazać się tą pozytywną.


Czy naprawdę tak ważne jest to ile kg nosicie ze sobą codziennie? Ok, w przypadku aktywności fizycznej jest to odczuwalne, ale uwierzcie mi, że nigdy moja waga nie miała wpływu np. na to czy poznawałam nowe osoby i czy udało mi się pozytywnie przejść rozmowę o pracę. Tylko raz zaliczyłam wtopę (nie pamiętam ile) lat temu - myślałam o pracy kelnerki, a w ogłoszeniu nie było napisane, że dziewczyny mają śmigać w strojach rodem z Flinstonów. Ale podczas rozmowy było całkiem zabawnie, a ludzie byli bardzo sympatyczni i mimo wszystko miło ją wspominam.
Zaraz mi powiecie, że to pewnie dlatego, że ja taka zdolna, a Wy to nie macie żadnych talentów. Albo, że tamta to jest taka ładna, a Wy brzydkie. Bzdura!

Każda z nas potrafi zadbać o siebie i wyglądać ekstra. A co do talentów, jeśli ich nie macie to nie znaczy, że jesteście beznadziejne, tylko jeszcze ich nie odkryłyście. 

Uwierzcie mi, że na odbiór Waszej osoby ma wpływ wiele czynników. Jeśli będziecie chodzić nieszczęśliwe i smutne, a w Waszych oczach ktoś dostrzeże chęć mordu, to nie ma opcji - ludzie będą omijać Was szerokim łukiem i będzie to niezależne od tego ile ważycie. Klucz do sukcesu to polubienie siebie nawet, jeśli mamy parę kg więcej ;)

6 komentarzy

  1. Dziękuję Ci za tego posta, bo przywraca wiarę w ludzi ;) Każdy powinien móc czuć się dobrze ze sobą innym nic do tego ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiadomo, wygląd ma duże znaczenie przy pierwszym wrażeniu, ale dalej też trzeba coś sobą reprezentować. To tylko pierwsze wrażenie, a zadbana osoba na pewno zrobi je dobre, niezależnie od rozmiaru jaki nosi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie należę do grona osób szczupłych, ale chyba już dawno dorosłam do tego, by się tym nie przejmować ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi ciężko jest zaakceptować swoją wagę, ale staram się ;)

    https://sk-artist.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja słyszałam,ze jestem za chuda i płaska jak decha Jak ja nienawidzę jak ludzie mówią za chuda, za gruba. Nigdy nie dogodzisz. Ale najważniejsze to akceptować siebie i być oczywiście zdrowym, bo przesadna chudość i przesadna grubość nie jest zdrowa.
    Sandicious

    OdpowiedzUsuń
  6. Do 25 roku życia byłam bardzo szczupła i płaska zarówno z przodu jak i z tyłu. Mogłam jeść to co chciałam a wiecznie miałam wpisywaną niedowagę.. Ale coś się zmienia z czasem, organizm różnie reaguje na różne sytuacje życiowe i nabieram masy choć jem tyle samo.. I wiecie co? Czuję się o wiele lepiej, czuję się wreszcie kobietą z krwi i kości. Więcej ciałka do kochania absolutnie na plus!

    OdpowiedzUsuń