Obsługiwane przez usługę Blogger.

TANIE PEREŁKI, CZYLI TANIE I DOBRE KOSMETYKI DO MAKIJAŻU

Czy zawsze kosmetyki drogie muszę mieć przewagę nad tymi tańszymi? Nie muszą! Dziś powiem Wam o kilku tanich perełkach, które odkryłam przy okazji testowania produktów drogeryjnych.


Bielenda make-up acedemie pearl base
Nie jest to typowo tłusta, obklejająca skórę baza silikonowa, jakiej się spodziewałam. Szczególnie zaskoczyła mnie jej formuła. To baza o świetlistym wykończeniu i zaskakująco przyjemnej konsystencji. Nawilża, wygładza, delikatnie rozświetla i przedłuża trwałość makijażu. 

Mysecret matt eye shadow (odcień 510, 513, 516)
To ostatnio moje ulubione cienie. Kupiłam je na promocji w drogerii Natura, więc zapłaciłam za nie grosze - ale niech Was nie zmyli ich cena. Ich jakość bije na głowę nawet niektóre wysokopółkowe produkty. Jedyny minus? Są dosyć pyliste i sypią się w opakowaniu, ale nie ma problemu z ich osypywaniem się pod oczami. Świetnie współpracują z różnymi bazami i nie tracą pigmentacji podczas rozcierania. Jestem nimi zachwycona i są to cienie, po które sięgam ostatnio bardzo często.


Maybelline Instant anti-age the eraser eye (odcień light)
To najlepszy drogeryjny korektor, jaki miałam. Ma dobre krycie, łatwo się rozprowadza, nie ciemnieje i nie wchodzi w zmarszczki (zaraz po aplikacji utrwalam go pudrami). Dobrze współpracuje z różnymi pudrami - od tanich do drogich. Minus to cena (regularnie kosztuje ok. 50 zł) oraz aplikator (w łatwy sposób można się go pozbyć). Poza tym, jest to korektor, który co prawda nie pobije mojego ukochanego Mac pro longwear concealer, ale niewiele mu do niego brakuje ;)

Essence camouflage 2 in 1 make-up & concealer (odcień 020)
Produkt ten oceniam jedynie jako podkład. Nigdy nie nakładam podkładu w okolicach oczu, więc nie jestem w stanie stwierdzić jak sprawdza się w roli korektora. Natomiast jako podkład sprawdza się znakomicie. Ma mocne krycie, dobrze współpracuje z różnymi bazami, ma przyjemny, żółtawy odcień. Po utrwaleniu pudrem jest stosunkowo trwały. Jedyny minus to fakt, że troszkę ciemnieje, ale istnieje jaśniejszy odcień 010 i wiem, że ten sprawdziłby się na mojej skórze lepiej ;)


Bell wosk do brwi w kredce (wersja dla szatynek)
To moje największe zaskoczenie. W życiu nie pomyślałabym, że produkt z woskiem może sprawdzić się na moich lichych brwiach! A jednak się to wydarzyło. Świetnie się trzyma, układa włoski, dobrze ukrywa luki i daje się nim narysować brew od podstaw (owszem, nie jest to bardzo wyraźny rysunek brwi, ale można granice wyrysować korektorem). Posiada fajny, chłodny odcień, który nie ma w sobie żadnych pomarańczowych tonów. Minus? Niestety szybko się kończy. Wystarcza na ok. 2 tygodnie codziennego używania, ale to przez moje liche brwi - u osób z lekkimi ubytkami wystarczy na dłużej ;)

Ciekawa jestem czy Wy macie w swoich zasobach kosmetycznych takie tanie perełki. Jeśli tak to napiszcie w komentarzach co takiego zawładnęło Waszym sercem ;)

2 komentarze

  1. Muszę skusić się na ten wosk w kredce do brwi :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze nie miałam okazji ich poznać, ale chętnie to zmienię :)

    OdpowiedzUsuń