Obsługiwane przez usługę Blogger.

POMADKI IDEALNE NA JESIEŃ - MAC, LILY LOLO, NYX

Oficjalnie rozpoczęła się jesień. A wraz z nią przyszedł czas na ciemniejsze makijaże. Bardzo często wtedy sięgamy po zgaszone odcienie nude, różu, intensywniejsze fiolety czy ciemne czerwienie. Dziś pokażę Wam moje ulubione kolory pomadek, które idealnie sprawdzą się jesienią.


Wybrałam szminki o różnym wykończeniu po to, aby każda z Was znalazła coś dla siebie ;)


Nyx soft matte lip cream w odcieniu Abu Dhabi
To pomadka o matowo-satynowym wykończeniu. Ma ciekawą konsystencję musu. Nie zastyga na amen i nie jest trwała. Natomiast polubią ją osoby, które mają problem z przesuszającymi się ustami. Nie wysusza. Bardzo łatwo się ją aplikuje. W ciągu dnia się zjada, ale równomiernie. Dodatkowo, bez problemu można dołożyć ją w startych miejscach. Kolor, który posiadam, Abu Dhabi, to ciepły odcień nude, nadający się na każdą okazję i w każdej sytuacji.

Lily lolo naturalna szminka w odcieniu Nude allure
To mój nr 1 ostatnich miesięcy. W końcu odnalazłam naturalną pomadkę w idealnym, ciepłym odcieniu nude. Jest troszkę ciemniejsza, niż Nyx Abu Dhabi. 
Tak, jak już napisałam w jednym z ostatnich wpisów, to szminka o ciekawym wykończeniu - na początku daje lekko błyszczący efekt, potem staje się bardziej satynowa. Według mnie jest trwalsza, niż pomadka z Nyx. Nie wysusza ust, a wręcz działa pielęgnująco. Kolor świetny na każdą okazję.

Lily lolo naturalna szminka w odcieniu Scarlet red
Ma takie same właściwości jak pomadka opisana wyżej. To odcień czerwieni, ale nie oczywistej, bo malinowej. Podczas nakładania, jak to z intensywniejszymi kolorami bywa, trzeba zwrócić uwagę na równomierne rozprowadzenie produktu. Mimo to, aplikuje się ją niezwykle przyjemnie. Z łatwością sunie po ustach, co nie zawsze bywa takie proste w przypadku innych pomadek (o czym przekonacie się w dalszej części wpisu). Jej kolor polubią szczególnie osoby szukające nieoczywistych, ciekawych kolorów, które potrafią odmienić cały makijaż w ciągu sekundy.

Mac lipstick retro matte w odcieniu Ruby woo
To pomadka w ciepłym odcieniu czerwieni (na chciej-liście mam jeszcze Russian red, która jest chłodniejsza). Wykończenie retro matte to wykończenie, które jest w 100% matowe. Szminki o tym wykończeniu ciężko się aplikuje. Są suche i tępe, więc mogą przysporzyć problemów osobom, które nie mają wprawy w nakładaniu tego typu produktów. Potrafi mocno usta przesuszać, więc nie nadaje się dla osób z problemem z natury suchych ust.
Jej trwałość natomiast wynagradza ciężkie nakładanie. To jedna z najtrwalszych pomadek, jakie mam w moich zasobach. Jest opcją idealną na większe wyjścia.

Mac lipstick lustre w odcieniu Plumful
To różowo-śliwkowy kolor, bardzo unikatowy. Formuła lustre daje taki błyszczykowaty efekt. Po starciu się błyszczącej warstwy, zostaje smuga koloru o wykończeniu satynowym. Jest bardzo przyjemna w aplikacji i nie wysusza ust. Jest zdecydowanie mniej trwała, niż Ruby woo, ale od takiej formuły nie można oczekiwać przesadnej trwałości. To świetny, uniwersalny kolor, który bardzo trudno podrobić - nie znalazłam jej idealnego zamiennika.

Mac lipstick matte w odcieniu Heroine
Wykończenie tej pomadki to matte, które jest trochę mniej suche, niż w przypadku retro matte. Również nieco łatwiej się ją aplikuje. Jest troszkę mniej trwała, niż Ruby woo, lecz różnica jest subtelna.
Oczadziałam na punkcie tego koloru. To najbardziej odjechana propozycja w tym zestawieniu. To intensywny fiolet, który jest niezwykle zobowiązujący, ale wygląda świetnie, gdy nie traktujemy go tak zupełnie serio ;)


To są moje ulubione pomadki, które mam i będę mieć w swojej torebce codziennie.
Zmiana koloru pomadki to zmiana całego makijażu. Dzięki nim z łatwością możemy przemienić makijaż dzienny w wieczorowy - dlatego tak bardzo doceniam ich moc. A potrafią zdziałać cuda ;)

MIGAWKI OSTATNIEGO MIESIĄCA


1. Strobe cream, czyli kremo-baza z Mac (cudo!). 2. Fuks - nowy członek rodziny (czyż nie jest słodki?) 3. Moje jakże już jesienne paznokcie - Semilac 083 burgundy wine. 4. Odjechany makijaż z live'a na Instagramie (wpadajcie na moje insta: orchideamagiapiekna!).


1. Setting powder marki Laura mercier (cudo! Na kanale yt jest test i porównanie z pudrem anti0shine marki Kryolan). 2. Blue day, czyli niebieski górą. 3. Ukochane trampki. 4. Cudowny deser w warszawskim Omami - matcha pudding (pycha! Polecam szczególnie, gdy lubicie zieloną herbatę i wolicie niezbyt słodkie desery).

MAKIJAŻ MINERALNY - SMOKY EYES NA KAŻDĄ OKAZJĘ

Ostatnio pokazywałam Wam sporo produktów mineralnych. Postanowiłam więc pokazać Wam jak bardzo uniwersalne są te kosmetyki. Sprawdzają się świetnie do wykonywania makijaży dziennych, jak i wieczorowych. Tym razem mam dla Was propozycję makijażu idealnego na każdą okazję. Tego typu makijaż nosić cały dzień - bez obaw, że szef Was wyrzuci z pracy ;)



Takie delikatne smoky to świetna propozycja dla każdej z nas. Dzięki zastosowaniu neutralnych kolorów cieni, nie musimy obawiać się o przerysowany efekt.
Cały makijaż (oprócz brwi, które podkreśliłam - przepraszam, narysowałam - pomadą z Wibo) został wykonany kosmetykami marki Lily lolo. 
Do wykonania tego makijażu użyłam podkładu w odcieniu warm peach, pudru flawless matte (także w roli bazy pod podkład), korektora w kolorze barely beige oraz bronzera honolulu (na temat którego robiłam osobny wpis na blogu, na który Was zapraszam). Zamiast rozświetlacza nałożyłam na kości jarzmowe cień gold medal z paletki cieni pedal to the metal



Makijaż oka jest niezwykle prosty. Wykonałam go za pomocą palety cieni pedal to the metal.
Jak go zatem wykonać? Już Wam mówię :)

Na całą powiekę, aż pod łuk brwiowy nałożyłam beżowy cień hook up. Oko wykonturowałam jasno-brązowym cieniem pole position (jest niezwykle podobny do cienia tease z palety Naked 2 marki Urban decay, który uwielbiam używać do budowania podstawy prawie każdego makijażu - bardzo cieszę się, że mam wreszcie naturalny zamiennik cienia z UD!) lekko wykraczając ponad załamanie powieki - to świetnie powiększa oko, szczególnie gdy mamy opadającą powiekę. Następnie tym samym cieniem pokryłam ruchomą powiekę oraz nałożyłam go na dolnej powiece. 
Aby nadać makijażowi głębi, zewnętrzny kącik podkreśliłam ciemno-brązowym cieniem pole position. Górną linię rzęs i zewnętrzny kącik przyciemniłam czarnym cieniem black zinc.

Nie chciałam makijażu oczu utrzymywać w samych matach, dlatego postanowiłam przemycić troszkę blasku i od środka powieki do wewnętrznego kącika zaaplikowałam błyszczący stalowo-brązowy cień fulled oraz na sam środek powieki srebrny silver bullet.
Rzęs nie malowałam, gdyż miałam doczepione rzęsy (metoda 2-3D).



Do takiego makijażu twarzy i oczu pasuje tak naprawdę każdy kolor pomadki, ale ja najczęściej sięgam po nudziaki. Nie bez powodu robią taką furorę - pasuję zawsze i wszędzie. 
Na usta zaaplikowałam pomadkę w ciepłym odcieniu nude o nazwie nude allure. To piękny kolor, w którym zakochałam się od pierwszego wejrzenia :)
To pomadka o ciekawym wykończeniu - na początku daje lekko błyszczący efekt, potem staje się bardziej satynowa. Zaskoczyła mnie trwałością oraz brakiem wysuszania ust, co często zdarza mi się nawet gdy używam teoretycznie nawilżające pomadki. 

Bardzo cieszę się, że istnieją produkty, dzięki którym można połączyć miłość do makijażu z jednoczesnym działaniem pielęgnacyjnym! Nie wyobrażam sobie bez nich mojego codziennego makijażu :)