orchidea magia piekna

wtorek, 14 sierpnia 2018

SZAMPON PRZECIWŁUPIEŻOWY TYLKO DLA OSÓB Z ŁUPIEŻEM?

Łupież to częsty problem pojawiający się u wielu osób. Ale wiele osób nie wie, że szampon przeciwłupieżowy można wykorzystać nie tylko wtedy, kiedy na naszej głowie pojawiła się zrogowaciała skóra. Dlaczego więc sięgam po takie szampony mimo, że łupież nie gości na mojej głowie? Dowiecie się w dalszej części wpisu.


Chyba nie muszę Wam opowiadać co to jest łupież. Myślę, że wszyscy wiemy jak wygląda i czym się objawia. Natomiast, chciałabym zwrócić uwagę na główny składnik występujący w leczniczych szamponach z serii Healing marki Catzy -1% pirytronian cynku. Substancja ta skutecznie zwalcza pasożytnicze grzyby i bakterie. Świetnie sprawdza się w leczeniu łupieżu suchego i tłustego, egzemy, grzybicy, łuszczycy, a także nadmiernego łojotoku. Likwiduje świąd i zaczerwienienia. 
Pamiętam, jak x lat temu mój tata sięgał po czerwony szampon tej marki, kiedy jego skóra głowy cierpiała z powodu łupieżu. To był jedyny szampon, który pomagał natychmiastowo. Bardzo znany i wiecznie reklamowany szampon przeciwłupieżowy konkurencyjnej marki (pewnie wiecie, o który chodzi) nie pomagał mu wcale - wręcz wywoływał nadmierne wypadanie włosów.



Na początku wpisu, na zdjęciu widzicie dwa szampony. Na pierwszy rzut oka są one niezwykle podobne, ale różnią się właściwościami. Pierwszy, ten czerwony, został stworzony głównie dla osób borykających się z problemem łupieżu. Natomiast drugi, zielony, został wzbogacony o wyciągi roślinne, które świetnie wspomagają ograniczanie przetłuszczania się włosów. Chętnie sięgam po oba te szampony, ale to ziołowy szampon przeciwłupieżowy jest moim faworytem. Właśnie dlatego, że zawiera ekstrakty z rozmarynu, tymianku, pokrzywy i brzozy, które odpowiadają ze regulowanie wydzielania łoju. 
Szata graficzna jest bardzo prosta, apteczna, która kojarzy się z opakowaniami leków. Lubię minimalistyczną stylistykę, ale lubię też, gdy opakowanie cieszy oko. W tym przypadku jednak dla mnie ważniejsza jest zawartość.


Moje włosy mają skłonności do mocnego przetłuszczania się, dlatego co trzecie mycie lubię sięgnąć po szampon, który dobrze oczyści moje włosy i skórę głowy. Wiem, że teraz panuje wszechobecna moda na stosowanie ultradelikatnych szamponów dla dzieci do ciągłego mycia. Jednak uważam, że w wielu przypadkach są one za słabe i nie radzą sobie z odpowiednim domywaniem głowy. Stąd idealnym rozwiązaniem jest sięgnięcie po mocniej oczyszczający szampon, który totalnie odmieni pielęgnację i sprawi, że stan skóry głowy ulegnie znacznej poprawie. 

Jeśli obawiacie się stosowania silniejszych szamponów, ponieważ włosy na długości i ich końce są mocno przesuszone, to radzę Wam myć skórę głowy i włosy u nasady szamponem oczyszczającym, a końce myć odżywką. Skóra głowy będzie bardziej wyregulowana, a końce odżywione. Efekty zobaczycie w bardzo krótkim czasie.


piątek, 3 sierpnia 2018

OLEJEK KONOPNY MARKI EFEKTIMA

Produkty zawierające olej konopny nie są mi obce. Jeden z najbardziej rozpoznawalnych kosmetyków z tym składnikiem to krem do rąk marki The Body Shop. Olej konopny, dzięki swoim właściwościom, bardzo korzystnie wpływa na naszą skórę i włosy. Już przez przypadek we wstępie zdradziłam Wam jego zastosowanie, ale więcej dowiecie się w dalszej części wpisu.
Olej konopny charakteryzuje się wysoką zawartością NNKT (Niezbędne Nienasycone Kwasy Tłuszczowe). Posiada świetną proporcję kwasów omega-3 i omega-6 - stosunek kwasów wynosi 3:1. To opcja idealna do prawidłowego metabolizmu lipidów. Oprócz kwasów tłuszczowych (linolenowy, linolowy, oleinowy, gamma-linolenowy) zawiera także witaminę A, E, K, B, wapń, cynk, magnez, fosfor. Ma także jedną ważną cechą - przypomina sebum, które wydzielane jest przez ludzką skórę.
Opakowanie olejku konopnego Efektima przypadło mi do gustu. Szata graficzna jest minimalistyczna i estetyczna - to lubię. Sposób zapakowania został przemyślany, gdyż olejek został zamknięty w opakowaniu z pompką, co znacznie ułatwia dozowanie i aplikację. Odkąd mam ten produkt, czyli około 1 miesiąc, pompka działa bez zarzutu. 

Olej konopny Efektima należy do olejów suchych, co sprawia, że niezwykle szybko się wchłania i nie pozostawia na skórze nieprzyjemnego filmu (czego wiele osób nie lubi). Bardzo dobrze nawilża i odżywia skórę. Jest świetnie tolerowany nawet przez osoby ze skłonnością do atopii, łuszczycy, egzem czy łojotoku. Ma także właściwości wzmacniające i chroniące skórę przed negatywnymi czynnikami zewnętrznymi takimi, jak: wiatr, temperatura, działania mechaniczne. Jeśli chodzi o mnie to właściwości oleju konopnego najbardziej doceniam w pielęgnacji włosów. Już wyjaśniam Wam dlaczego.

Moje włosy należą do włosów wysokoporowatych, w przypadku których niemożliwe jest stosowanie niektórych rodzajów olejów, np. kokosowego, który niemiłosiernie puszy moje włosy. Olej konopny świetnie sprawdza się u posiadaczy włosów przesuszonych, suchych i puszących się. Ujarzmia je, wygładza, chroni końcówki. Dla wielu osób dodatek silikonów może zniechęcać do zakupu tego produktu, natomiast ja nie wyobrażam sobie bez nich pielęgnacji moich włosów. Myślę, że dzięki regularnemu olejowaniu i ochranianiu końcówek preparatami z silikonami nie mam zmasakrowanych końcówek włosów mimo, że ostatni ich kontakt z nożyczkami odbył się cały rok temu. Z tego względu, dla mnie, dodatek silikonów sprawia, że ten produkt jest uniwersalny. Stosuję go zarówno do olejowania włosów, jak i ochrony końcówek i w tych rolach sprawdza się znakomicie.

Ciekawa jestem czy znacie już ten produkt i czy często sięgacie po oleje w Waszej pielęgnacji? Dajcie znać w komentarzach ;)

niedziela, 29 lipca 2018

HUDA BEAUTY DESERT DUSK - HIT CZY KIT?

Marka Huda Beauty w ostatnim czasie zawładnęła makijażową częścią Instagramu. I wiecie co? Wcale mnie to nie dziwi! Wypuściła ona na rynek wiele produktów, które nie tylko cieszą oko, ale także ułatwiają pracę. Czy paleta desert dusk skradła moje serce? Tego dowiecie się w dalszej części wpisu ;)
Większość produktów marki Huda Beauty jest już dostępnych w polskiej Sephorze, co niewątpliwie ułatwia do nich dostęp. Do tej pory nie pojawił się u nas tylko podkład, co mam nadzieję, niebawem się zmieni. Ale tym razem mowa o palecie, a nie podkładzie ;)
Paleta zawiera 18 cieni i kosztuje 279 zł. Wykończenie cieni jest różne - mamy tu maty, cienie metaliczne i nawet jeden brokat. Kilka z nich to duochromy, które w zmieniają barwę w zależności od kąta padania światła. Cieszy mnie fakt, że została w tej palecie zachowana proporcja między ilością matów a cieni z błyskiem. 

Opakowanie jest bardzo ładne, a przednia grafika przyciąga spojrzenia. Zdecydowanie odzwierciedla ona jego zawartość. Natomiast ważniejszą cechą jest dla mnie to, że zawiera ono lusterko. Dzięki takiemu rozwiązaniu paleta jest produktem bardzo uniwersalnym i świetnie sprawdzi się w podróży.

Kolory w palecie są piękne i zdecydowanie trafiają w mój gust. Praca z cieniami jest niezwykle przyjemna (ale muszę tutaj stwierdzić, że najlepsze cienie na dostać w małych paletkach obsessions, o których na pewno niebawem pojawi się wpis). Wcale nie przeszkadza mi tu brak czarnego koloru. Brąz o nazwie oud świetnie go zastępuje i sprawia, że makijaż nabiera lekkiej wyrazistości - czerń jest super przydatna, ale to podstawowe rozwiązanie. 
Najsłabszym ogniwem tej palety jest fioletowy cień o nazwie amethyst, natomiast przy odpowiedniej aplikacji bez problemu można uzyskać odpowiednią pigmentację. Kolor twiglight niepotrzebnie zbiera aż takie bęcki w necie, gdyż jest to cień typu topper - nie ma on mocnego krycia, ale tworzy delikatną rozświetlającą mgiełkę. Dla mnie to także unikat.
Cienie błyszczące to kosmos - są przepiękne! Podkręcają każdy makijaż i sprawiają, że staje się on ciekawy i niecodzienny - nawet makijaż dzienny zyskuje nowe oblicze.

Podsumowując, ta paleta zdecydowanie trafiła do moich ulubieńców i jest to jedna z ciekawszych palet dostępnych w sklepach. Jeśli lubicie ciepłe odcienie i błysk na oczach to ta paleta na pewno przypadnie Wam do gustu :)

Ciekawa jestem co Wy sądzicie o tej palecie i czy mieliście może do czynienia z paletą rose gold lub rose gold remastered (akurat akcję z powtórnym wypuszczeniem tego produktu w wersji odświeżonej  i tłumaczeniem się uważam za średnie posunięcie marketingowe, ale nie o tym jest dzisiejszy wpis). 

niedziela, 8 lipca 2018

LETNIA PIELĘGNACJA TWARZY

Jak już zapewne wiecie, moja miłość to makijaż. Natomiast pielęgnacja także odgrywa bardzo ważną rolę. Niejednokrotnie powtarzam, że wypielęgnowana skóra to podstawa (także w przypadku makijażu). Pokażę Wam dziś moje nowe perełki kosmetyczne oraz stałych bywalców mojej kosmetyczki. W tym wpisie zobaczycie tylko część moich kosmetyków do pielęgnacji twarzy. O reszcie będę opowiadać Wam w kolejnych wpisach (żeby wpis nie był za długi i żeby Was nie zanudzić) ;)


Od niedawna testuję hydrolat (woda roślinna) pomarańczowy marki Mokosh. Nie jest to pierwszy hydrolat, z którym miałam do czynienia. Ten, na tle innych, wyróżnia się mocą działania. Produkt ten jest silniejszy, niż wcześniej stosowane przeze mnie wody roślinne. Po jego użyciu skóra staje się jednocześnie nawilżona, napięta, odświeżona i lekko zmatowiona. Ta cecha sprawia, że stał się on moim ulubionym hydrolatem. A, jeszcze opakowanie - w 100% trafia w mój gust ;)

Raz lub dwa razy w tygodniu (w zależności od potrzeby) sięgam po peeling enzymatyczny. Testowałam ich wiele i nie każdy po aplikacji dawał wymierne rezultaty. Peeling enzymatyczny z Tołpy to produkt, który faktycznie działa. Skóra, po jego użyciu, staje się wygładzona, a zrogowaciały naskórek znika. Taki peeling to propozycja także dla osób z cerą wrażliwą, przez co preparat staje się niezwykle uniwersalnym produktem.
Szata graficzna idealnie odzwierciedla zawartość opakowania, a przy tym niesamowicie cieszy oko. Ja jestem kupiona ;) 



Dzięki mojej znajomej, która namówiła mnie na wypróbowanie kosmetyków marki Fitomed, w moje ręce trafiło serum antytrądzikowe z uczepem trójlistnym. Czasami na mojej skórze pojawiają się niespodzianki wywołane problemami hormonalnymi. Nie jest to stan permanentny. Natomiast lubię sięgać po produkty o lekkiej, nieobciążającej konsystencji. Właśnie takie jest to serum. Nie jest to produkt, dzięki któremu w magiczny sposób pozbędziecie się trądziku, ale jego formuła sprawia, że jest świetnym kosmetykiem wspomagającym. Skóry problematyczne nie muszą się go obawiać. Bardzo dobrze nawilża, łagodzi zaczerwienienia i wygładza skórę - bez obciążania. Świetnie współgra z kremami różnych marek. Stanowi także idealną bazę pod makijaż i nie przyspiesza wydzielania sebum. To obecnie moje ulubione serum wraz z serum tlenowym marki o2skin.

Krem Shangri La marki Lush to produkt o znacznie cięższej formule, niż wyżej opisane serum Fitomed. Teoretycznie krem jest przeznaczony do skóry dojrzałej, ale ja nie zawsze kieruję się takimi informacjami przy wyborze produktu. Krem otrzymałam do przetestowania od mojej znajomej. Ma on bogatą konsystencję i silne działanie odżywcze. Mimo, że mam tłustą skórę, zdarza mi się sięgać po bogatsze produkty - zwłaszcza po użyciu silnie oczyszczających i ściągających masek do twarzy. Natomiast szczególnymi miejscami, które ukochały sobie ten krem, są moje szyja i policzki. Szyja to partia naszego ciała, o której bardzo często zapominamy. Tymczasem to ona, jako jedno z pierwszych miejsc, zdradza nasz wiek. I trzeba o nią dbać szczególnie. W tym przypadku bogate produkty, o działaniu przeciwzmarszczkowym, mogą zdziałać cuda. Polecam Wam zadbać o szyję, zobaczycie ogromną poprawę jakości skóry w tym miejscu ;)

Ostatni produkt to kosmetyk, który testuję najkrócej, ale zdążył już podbić moje serce. To krem pod oczy Shiseido benefiance concentrated anti-wrinkle eye cream (nazwa dłuższa być nie mogła). Trafił do mnie dzięki mojej mamie.
Jeśli jeszcze nie wiecie, skóra i moje oczy są bardzo wrażliwe. Niewiele trzeba, żeby wywołać płacz i podrażnienia. Nie jestem w stanie używać wielu kosmetyków przeznaczonych do stosowania w okolicach oczu. Ale ten krem na szczęście do nich nie należy. Po użyciu tego kremu moja skóra jest rewelacyjnie nawilżona i natłuszczona. Produkt działa jak opatrunek - ma właściwości kojące i łagodzące. Wielu osobom może nie odpowiadać jego formuła. Jest mocno odżywcza i dosyć ciężka. Warto nakładać go w minimalnej ilości, gdyż wtedy daje najlepsze rezultaty. Na pewno na jednym opakowaniu się nie skończy.
Mój drugi ulubiony krem pod oczy to krem tlenowy oxygen lightening cream - eye gel marki o2skin. Dzięki właściwościom drenującym krem zmniejsza opuchlizny. Ma lekką, nieobciążającą konsystencję i świetnie nadaje się pod makijaż. Jeśli szukacie lekkiego preparatu to zdecydowanie Wam go polecam. 


Napiszcie mi w komentarzach jakie produkty Wy lubicie stosować latem i dlaczego - jestem niezwykle ciekawa jakie produkty lubicie ;)


wtorek, 19 czerwca 2018

WIBO UNICORN TEARS - SERUM I BAZA POD MAKIJAŻ W JEDNYM

Marka Farsali zapoczątkowała modę na żelowe preparaty, które świetnie sprawdzają się w roli bazy pod makijaż. Czy istnieje drogeryjny produkt, który byłby wart zainteresowania? Śmiało mogę powiedzieć, że tak!


Wibo Unicorn Tears to kosmetyk, który zdecydowanie warto wypróbować. Wiem, że wiele osób słysząc jego nazwę, będzie omijało ten produkt. Zdaję sobie sprawę, że jest ona nieco infantylna. Ale trzeba przyznać, że łatwo wpada w ucho ;)

Opakowanie jest naprawdę ładne, utrzymany został balans między jego strojnością a minimalizmem. Opakowanie zakończone jest pipetą, która pozwala na bardzo dokładne odmierzanie ilości serum.



Nie traktowałabym go jako samodzielny produkt pielęgnacyjny, natomiast w roli pielęgnacyjnego primera sprawdza się świetnie. Ma lekką, wodnistą, lekko żelową konsystencję i słodki zapach. Serum ma różowy kolor i posiada drobinki rozświetlające.
Świetnie się wchłania, ale na twarzy zostawia lekką, lepką warstwę, która świetnie chwyta wszelkie podkłady i sprawia, że aplikują się o wiele łatwiej. Serum testowałam z wieloma podkładami i współgrał z każdym, nawet z mineralnym. Dzięki takiej pielęgnującej bazie skóra wygląda zdrowo i promiennie, a makijaż jest znacznie trwalszy.


Podsumowując, jestem na tak! Cieszę się, że Wibo bardzo się rozwija i co chwilę wprowadza coraz to bardziej interesujące nowości. Znacie już ten produkt? ;)


środa, 16 maja 2018

CUDA W TUBKACH OD MARKI TOŁPA

Oba produkty znalazły się w torbie, którą otrzymałam na tegorocznej konferencji dla blogerów, czyli Meet Beauty. Peeling 3 enzymy i maska czarny detox to kosmetyki, na których widok osoba z cerą tłustą zaczyna świecić oczami. Bardzo lubię produkty złuszczające i oczyszczające oraz lubię markę Tołpa, więc od samego początku pokładałam w nich duże nadzieje. Jak się sprawdziły? Zaraz się dowiecie.



Czy muszę Was przekonywać do tego, że opakowania są świetne? Na pewno nie :) Szata graficzna oraz sposób zapakowania jest trafiony w 10! Skoro podzieliłam się moimi wrażeniami wizualnymi, to mogę przejść teraz do opowiedzenia Wam o moich wrażeniach z testowania tych kosmetyków.




Zacznę od peelingu 3 enzymy. Działanie tego kosmetyku opiera się na trzech enzymach - papainie, bromelainie i keratynazie. Ogromnym plusem takiego peelingu enzymatycznego jest brak konieczności drażnienia skóry przez działanie mechaniczne. To świetna opcja dla każdego, ale tę właściwość docenią szczególnie posiadacze skóry wrażliwej. Kosmetyk świetnie oczyszcza, wygładza skórę, zapobiega powstawaniu niedoskonałości i działa regulująco. Jest to jeden z intensywniejszych peelingów enzymatycznych, jakie dane mi było testować. To ogromny plus, bo na rynku jest wiele preparatów, które - według mnie - nie robią nic. Ten peeling 3 enzymy pokochałam od pierwszego wejrzenia i już wiem, że na jednej tubce nie poprzestanę :)



Drugi kosmetyk świetnie uzupełnia działanie pierwszego. To maska do twarzy czarny detox. Zawiera ona między innymi węgiel, borowinę i białą glinkę. Detox, to słowo, które idealnie odzwierciedla zawartość tubki. Maska jest naprawdę mocna. Głęboko oczyszcza, zmniejsza niedoskonałości, pochłania sebum i pozwala zwęzić pory. Maska sprawdzi się u osób z cerą tłustą, mieszaną, a także wrażliwą (ale nie naczynkową, gdyż dla takiej skóry będzie być zbyt silna). Jestem zachwycona siłą jej działania. Plusem jest formuła, która nie sprawia większych trudności podczas zmywania jej z twarzy. Przy zanieczyszczonej skórze zachęcam, żeby stosować maskę czarny detox dwa razy w tygodniu. To świetny produkt i z chęcią kupię go ponownie ;)



Wiele osób nie zwraca uwagi na to, jak ważną rolę w pielęgnacji odgrywają peelingi i maski. Tymczasem mają one ogromną moc i gdy tylko są produktami dobrze dobranymi do danego rodzaju skóry, mają szansę niewiarygodnie pozytywnie wpłynąć na jej stan i w szybkim czasie sprawić, że stanie się ona zdrowsza i piękniejsza :)

Znacie markę Tołpa? Jeśli tak, napiszcie w komentarzach - jakie produkty tej marki lubicie najbardziej ;)
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka